FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek XII: Cesarska Wola

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Ahihiro! Wielki dramat! Sulejman Ashar nie żyje a jego syn Hakim jest w całkowitej rozsypce. Drużyna avatara znajduje się w trudnym położeniu. Co teraz stanie się z pałacem i przyszłością Pustynnych Rodów? W tym samym czasie potężny Imperator pochwycił ludzi w swoje sidła i co planuje z nimi dalej zrobić?

Pustynia

Cesarz stał w palącym słońcu spoglądając jak piasek kończył się formować przy pierwszych pochwyconych istotach.

-Dobrze!

Podszedł i sprawdził dla pewności.

-Moja magia nadal działa.

Obrócił się a tuż za nim pojawiali się kolejni gotowi żołnieże. Każdy z nich wyglądał jakby posiadał zdobiony hełm, zbroję jak i wystającą pelerynę a w dłoni dzierżyli włócznię. Wszystko wydawało się takie prawdziwe poza tym iż to wszystk obyło zaledwie piaskiem.

Jeden z nich zdawał się nawet poruszać. Piaskowa maska pękła na kilkadziesiąt kawałków i padła i wyłoniła się z niej twarz Kai-Lee. 

-Ahh widać twoja transormacja też sie kończy.

-Co.. co mi zrobiłeś!

-Wzmocniłem działanie twojego żywiołu. Ponadto rzeczywiście pochodzisz od nas. Aż sam jestem zaskoczony, ze tyle pokoleń zdołało przetrwać.

-Uwolnij mnie z tego!

Zbroja dalej zaczęła się rozpadać. Imperator jedynie machnął ręką aż cała zniknęła na wietrze a piasek okrył innych ludzi.

-Spróbuj w tym momencie.

Wskazał jej na piasek.

-Unieś go!

Wykonała jego polecenie i po chwili uformowała piaskową kulę.

-A teraz ściśnij go!

-Czy mogę..

Myślała co może się stać, ale nie była do końca pewna. Jednak ku jej zaskoczeniu sprawdziły się przewidywania.

-Mogę zamienić piasek w litą skałę?

-Pewnie, wasza magia jest ograniczona. Wprawdzie macie możliwości wykorzystywać moc do manipulacji to ja otwieram ci możliwość przeobrażenia.

Spojrzała na swoje ręce z prawdziwą miną zwycięzcy. Zacisnęła swoje dłonie. W końcu osiągnęła moc dzięku której sama będzie mogła spełniać swoje ambicje o potędze i władzy.

-Dzięki tobie zbuduję nowe imperium.

-I posłużysz się nią właściwie walcząc w mojej sprawie.

Rozsunął rękę i piasek wyniósł się w górę wraz z nią. Z oddali było widać królewskie miasto Halmę.

-Wyczuwam jego moc z takiej oddali. On się ukrywa i naszym zadaniem będzie właśnie to miasto.

-Więc na co czekamy?

-Moment, moja armia nie jest gotowa. Ale gdy ruszymy nic nas nie zatrzyma.

Zaśmiał się złowieszczym głosem. Dzieczyna podobnie. Po nim jednak było widać iż było to znacznie udawane. Martwiło go jednak zepsucie dziewczyny. W myślach krążyło mu to iż mimo tylu pokoleń ta najgorsza  cecha jego rady przetrwała.


Halma

W pałacu cesarskim zapanowała istnie grobowa cisza. Calkowicie dobity tym faktem Ashar musiał wykrzesać dodatkową siłę. Nie mógł okazać żadnej większej słabości w obliczy kryzysu.

-Żołnierze!

Wydusił z siebie cały głos.

-Wiem, że walczycie w imieniu mojego ojca, ale proszę...

-Ashar...

-Proszę! Nie pozwólcie przepaść temu krajowi!

Uniósł głowę prosto w stronę witrażu, z którego na niego padło słońce.

-Nie pozwólcie by wszystko co zostało stworzone zostało pochłonięte przez piaski i zniknęło. Nasza przyszłość nie jest przesądzona! My możemy ją zmienić! Po naszej stronie jest on!

Dumnie wskazał na swojącego niedaleko Akihiro.

-Avatar!

Zawstydzony chłopak wyszedł przed wszyskich skupiając i na siebie całą uwagę.

-Dałem wam powód by mnie nienawidzić. Mam złą przeszłość. Jednak traktuję Pustynne Rody jako swój dom. Nie Królestwo Ziemii a nowy niepodległy kraj!

Cała ekipa była wręcz poruszona tymi słowami. Rohan wyszczerzył się. Aoki rozpłakała się ze wzruszenia a sam Mellar poczuł w nim niesamowity respekt.

-Nie walczcie między sobą. Prawdziwy wróg zaraz zawita u bram. Wyczułem niesamowity przypłych duchowej energii. Nie mam pojęcia kto czy co to jest. Ale to coś o czym wspomniał Sanjar. Nie pozwólcie mu się omotać! Sami jesteście odpowiedzialni za was los. Sami możecie o nim decydować. Sami wytoczcie swoją drogę, na której bedziecie kroczyć.

Większość żołnierzy i gwardzistów opuściło broń i zawyło triumfalnie oddając w ten sposób hołd tym szczerym i prawdziwym słowom. Znad zniszczonego okna unosił się piasek dziwnie wirujący jakby obserwujący to wszystko co się działo w tym momencie.


Pustynia

- I jak zwykle moje oczekiwania spełniły się.

Machnął ręką i piaskowa armia nagle wchłonęła się w głębiny piasku.

-Cóż wyczyniasz?

-Spokojnie to jest część większego planu.

-Możemy ich zaatakować kiedy są osłabieni

Samą ją wzdgnęło.

-Sama widzisz. Twoja moc nie przyjęła się jeszcze w pełni. Choć ją odczuwasz musisz do niej przywyknąć.

Sama Kai-Lee zostałą wchonięte przez piasek razem z Imperatorem, którzy czekali na dogodny moment by rozpocząć kolejny krok.


Halma

W jednej z komnat ciężko ranna i wyczerpana po ostatnich wydarzenia Aoki odpoczyła w wygodnym łóżku okryta jedwabnym kocem. Lekko zaczęła się przebudzać z snu.

-Gdzie ja.. co my..

-Spokojnie..

Przy niej cały czas czuwał Mellar, który ściągnął z niej leczniczy bandaż z czoła.

-Wszystko w porządku, trochę się zgrzałaś i osłabłaś

-Akihiro, czy nic mu nie jest?

-W porządku. Mamy jednak ważniejszą sprawę.

Podstawił jej jeden z radiowęzłów.

-To...

-Musimy poinformować Świątynie Powietrza. Martwią się pewnie o Rohana i o to jak idzie z naszą misją.

Trochę jakby opadła z sił.

-Chyba się gorzej czuję bo mówisz od rzeczy.

-No aż tak mnie nisko chyba nie oceniasz?

-Wiesz..

Delikatnie się uśmiała z tego. Ten sam się rozpromienił.

-Żart żartem ale skontaktujmy się lepiej.

----

W samej głównej cesarskiej komnacie przy wielkim stole gdzie była rozłożona wielka mapa południowych ziem dawnego Królestwa Ziemii trwała właśnie ogólna narada.

-To tak szybko się toczy.

Stał lekko drżąc się ze strachu przed swoją nową przyszłością.

-Postaramy się ze wszystkich sił by poszło to po naszej myśli.

Odparł mu pewny siebie Rohan.

-Chciałbym w to wierzyć.

Odparł głęboko rozczarowany.

-Obecnie sytuacja jest straszliwie nieprzewidywalna. Mój ojciec wierzył w jakąś dziwną przepowiednię o tym końcu naszego kraju ale i świata.

-Niestety jest w tym trochę prawdy.

Akihiro powstał i sunął ręką po mapie.

-Tutaj, na zachód od nas kiedy uciekaliśmy przed pościgiem z Sarissy i po natrafieniu na ekspedycję w oazie wyczułem niesamowity przypływ nieznanej energii duchowej.

Spojrzał się na swoją rękę.

-Nigdy czegoś takiego w życiu nie poczułem.

-Jeśli to rzeczywiście ma się spełnić będę musiał przygotować się na najgorsze.

-Powiedz...

-Hm?

-Jak możesz mi wierzyć po tym co zrobiłem? Byłem przecież przestępcą w niebezpiecznej triadzie!?

-Akihiro..

-Nie mogę siedzieć cicho!

W końcu jednak przerwał tą dyskusję.

-W porządku. Jesteś avatarem więc naturalnie nie chce na ciebie zrzucać obrony mojej ojczyzny. Jednakże jako przedstawiciel prosze cię być nam pomógł. Skoro ty wyczułeś tą niesamowitą moc to jedynie ktoś kto posiada podobną moc może się zmierzyć z nim.

-Przemoc nigdy nie prowadzi do niczego dobrego, jednak musisz się dowiedzieć co to może być. Pamiętasz naszą medytację? Może twoje poprzednie wcielenie coś będzie wiedziało?

-Warto spróbować.

Zacisnął pewnie swoją dłoń.

-Nie znam się na avatarowaniu, ale wróciłem do rodzinnego miasta więc z całych sił mu pomogę.

----

W samej świątyni powietrza w mieście Republiki trwały właśnie przygotowania do uroczystości pogrzebowych. Sama Jinora nieco opadnięta z sił zasiadła przd swoim biurkiem. Usłyszała nagle dziwne trzaskanie.

-Czyżby znowu problemy?

Uniosła się i podeszła do okna, odsuwając zgrabnie firanę i zaglądając. Jednak spostrzegła że to nie stamtąd dochodził ten odgłos.

-Halo słychać nas?

Głos rozszedł się po całej sali.

-Aoki, Mellar..

Wysunęła rękę i instynktownie użyła wiatru prosto na komodzie, gdzie leżała większość gratów i dokumentów. Obsunęła jednym ruchem i wyłoniła się krótkofalówka o dość sporym zasięgu odbioru.

-Jesteście tam?

Wysłała ją prosto do swojej dłoni i pochwyciła do rąk i przysunęła pod ucho.

-Słychać nas mistrzynii Jinoro?

-Dziękuję, nawet nie wiecie jak dobrze was słyszeć. Czy moje podejrzenia?

-Tak, odpowiem tak! 

-Ja powiem więcej pani Jinoro.

-Nie wyrywaj mi z rąk.

Rozległ się jakby dżwięk syczenia ognia.

-Więc znalazłam i powiem więcej! To naprawdę mój brat jest avatarem. Znależliśmy go i znajdujemy się teraz w Królewskim mieście Halma.

-Naprawdę? To prawdziwe szczeście.. naprawdę..

Poleciały jej łzy, jednak nie smutku tylko szczęścia.

-Powiedzcie jeszcze, sporkaliście Rohana?

-Jest całkowicie bezpieczny, co więcej pomógł nam bardzo wraz z swoim Poro! 

-Bałam się trochę o niego.

-Wszystko jest dobrze. Zajmuję się chłopakami!

-Kiedy wrócicie?

-Niedługo wrócimy. Musimy załatwić tutaj pewną sprawę.

-Wracajcie więc szybko.

Coś nagle przerwało połączenie.

-Halo? Jinora?

Stuknęła, ale nic nie pomogło. Słychać było jedynie szuma. W tym samym czasie do pokoju mistrzyni zza drzwi wyszła właśnie Asami.

-Nie pytałaś o tą duchową energię?

-Mają sporo zmartwień i nie chcę im dokładać nowych.

-Masz trochę racji, ale cała tasytuacja mi się nie podoba.

-Miej wiarę w nich.

Otarła swoje łzy i wróciła do swoich zajęć. Sama Asami spojrzała ze smutkiem na wspólne zjęcie z Mako, Bolinem. nią, Korrą, dzieciakami i Tenzinem.  

----

Sam Akihiro znalazł się w królewskim ogrodzie, prze przysiadł pośrodku palm owiewających na wietrze. Widać było jedynie pustą przestrzeć oraz zbierający się piasek na kopule. Siedząc z zagiętymi nogami i rękami na kolanach zamknał oczy i oddawał się głębokiej medytacji.

W jego głowie krążyła mu jedna dziwna myśl. Ta energia. Była energią duchową, poczuł jej dotkliwą moc. Jednak przypominała mu bardzo jego własną moc. 

-Ktokolwiek z moich wcieleń.

Mówił sam do siebie w swoich myślach.

-Proszę.. potrzebuję odpowiedzi na pewne pytanie.

Nagle jakby doznał głębokiej ekstazy i zamarł w bezruchu. W pustej białej przestrzeni lewitował na niewielkiej wysokości. Powoli przemierzał bezkresną białą pustkę aż w końcu ujrzał w oddali młodą kobietę, rówieśniczkę. Poprzednią avatar.

-Chciałeś się ze mną spotkać Akihiro?

-Skąd.. skąd znasz moje imię, choć widzisz mnie pierwszy raz?

-Jestem twoją poprzedniczką i pojawiłam się tutaj w troim umyśle.

-Trening postkutkował. Kto by pomyślał.

-Wezwałeś mnie jednak nie bez powodu.

-Dokładnie.

Oboje zasiedli w powietrzu i patrzyli sobie nawzajem.

-Trapi cię pewna wątpliwość?

-Dokłanie... Ja... Waham się.

-Czym?

-Byciem avatarem! Odpowiedzialnością! Siedzimy w moim umyśle i nie wiesz?

-Wolę osobiście cię pytać. Inaczej byłabym tą złą.

Trochę jakby zrobiło mu się wtyd, że tak ją potraktował.

-To dla mnie zbyt wiele, dopiero co niedawno odkryłem to. Nie potrafię nawet tkać magii ognia a resztę na mizernym poziomie. Nawet nie uważam się za świetnego maga ziemii.

-Nauka przychodzi z czasem. Uwierz, mój mentor magii powietrza nieeee miał lekko.

-Powiedz proszę.. 

-Nie będe ci nic mówiła.

Odparła pewna siebie.

-Musisz się kierować głównie swoim sercem. Chroń tych, których kochasz. Chroń tych, którzy nie mogą obronić się samii.

-Sercem. Wpadłem w furię próbując bronić sercem.

-Problem tkwi chyba głębiej czyż nie?

-Tak... ty jesteś jednak jednym problemem. Jak ja mam ci dorównać! I jak to możliwe, że to zadziałało za pierwszym razem. Czemu! W mgnieniu oka używam żywiołów. W mgnieniu oka połączyłem się z tobą, moim wcieleniem! 

-Być może, choć nie jestem pewna. Możliwe, że przewyższysz mocą wszystkich poprzednich avatarów. Musisz dać sobie więcej czasu.

-Tak jasne..

-Niestety to już czas pokaże.

-Jest jeszcze jedna rzecz. Ta tajemnicza duchowa energia. Pojawiła się właściwie znikąd kiedy znajdowaliśmy się nad pustynią Si Wong... Czy to możliwe by coś zagrażało miastu?

-Nie potrafię powiedzieć co to jest, jednak musisz być ostrożny. Czuć że tutaj coś się wydarzy.

-Heh.. Ten zwarowany władca mówił podobnie.

-To twoje rodzinne miasto. Ochroń je, ale pamiętaj. Nie za wszelka cenę. Postaraj się rozwiązać sprawę na swój sposób by obie strony poniosły jaknajmniej szkód.

Powoli jej duch zaczął się jakby rozmywać.

-Co się dzieje? Odchodzisz?

-Spotkamy się jeszcze. Mam nadzieję, że ci pomogłam w jakiś sposób. Być może i będziesz miał okazję się wkrótcce odwdzięczyć.

-Czekaj..

Wyrwał się nagle i podbiegł do niej.

-Mam jeszcze tle pytań..

----

W samek komnacie trwały ostatenie szczegóły dotyczące planu. Sama Aoki jak i Mellar dołączyli na sam koniec. Zot i Ran również zostali zaproszeni. Tak samo jak pewien nieznany im człowiek. Wielki, brodaty z zakrzywionym mieczem u boku posiadający tradycyjne lniane ubranie, jednak z wytłoczonymi wzorami. 

-To są ludzie o których mi wspomniałeś czyż nie?

Spojrzał na nich nieco pogardliwym spojrzeniem.

-Jak możesz mieć tyle zaufania do nich?

-Ej, ej! Jak ktoś jest podejrzany to ten z mieczem. I ci inni wkoło..

Miał na myśli strazników, którzy otoczyli  całą salę.

-Gdzie Akihiro?

-Niebawem przybędzie, udał się do ogrodów. Sprawy duchowe.

-Tak więc powiem jak to będzie. Ci którzy pozostali w mieście zajmą się otrzymywaniem kopuły. W mieście będzie dość niebezpiecznie więc ludzi schronimu tutaj w pałacu. To najbezpieczniejsze miejsce.

Rozprostował mapę miasta.

-Resztę przedstawi wam Menh.

-Dziękuję.

Ruszył ręką. 

-Jeśli to prawda co mówił nam świętej pamięci Hakim całe miasto jest zagrożone. Jak już wspomniał nowo obwołany władca, podzielimy się na trzy grupy. Ja wraz z strażą będziemy chronili ludzi przed ewentualnym zagrożeniem. Pozostałe dwie grupy.

Przesunął ręką jakby oddzielając na dwie strony.

-Nie wiemy skąd przyjdą, jednak ktoś za tym będzie stać. A wyeliminowanie tej osoby będzie naszym priorytetem. Tak więc podzielone grupy będa miały za zadanie właśnie odnaleść tego człowieka. 

-Jedną z osób będzie Kai.

Przerwał nagle.

-Bracie Zot!

-Dlaczego mi przerywasz!?

-Spokojnie. Kim jest Kai?

-Kai-Lee. Miała jakąś obsesje na punkcie zdobycia mocy i władzy. 

-Niestety to prawda co mówi brat Zot. Nie wahała się przed niczym.

-To nam w sumie ułatwia sprawę.

Założył ręce.

-Więc wystarczy jedna grupa do..

Nagle ponownie ktoś przerwał ostatnią naradę.

-Przepraszam was.

-Avatarze! Wesprzesz nas?

-Tak. Ja sam odnajdę tą istotę czy co to jest i to powstrzymam.

-Masz przecież nas! Nie musisz odwalać popisówy.

-To coś co muszę zrobić sam.

-A udało ci się?

Kiwnął głową w stronę maga powietrza.

-Dzięki twojemu treningowi udało mi się porozmawiać. Lecz.. nic konkretnego się dowiedziałem.

-Pozostawimy to jednak w troich rękach. 

-My zajmiemy się Kai-Lee. Mam z nią parę spraw do załatwienia.

Z dłoni cuhnąl jej mału płomień.

-Ej, ej! Nie tak ostro.

-Będzie dobrze panie wojowniku!

-Dzieci.

Uśmiechnął się nieco pod nosem po czym wstał od stołu.

-Tak więc wypocznijcie i przygotujcie się. Nie wiadomo kiedy wróg uderzy, ale do tego czasu musimy pozostać czujni.

----

Nastawał powoli świt nowego dnia. Kiedy piaski zaczęły powoli się unosić a kopuła spowijająca miasto została zmieciona przez strumień piasku. Wyłoniła się masywna fala gdzie na jej czele stanął sam cesarz a obok niego dumnie stała Kai-Lee. 

-Gotowa dziecko rozpocząć podbój?

-Oczywiście, że tak.

Wystawiła ręce i uformowała kryształe rękawice z ostrym końcem na nich. Sam cesarz wysunął ręką i z piasku powstała uśpiona armia, która ruszyła prosto przed siebie. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki