FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek V: Cisza przed burzą

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Akihiro. Halma! Drużyna Avatara trafiła prosto do miasta dzięki lokalnemu funkcojnariuszowi. Jednak potężna Triada wciąż miała ich na oku. Mellar został schwytany przez braci Rana i Zota. Sam Akihiro i Aoki zatrzymali sięw karczmie, gdzie ścigała ich miejscowa Straż Pustynna. W trakcie pościgu mieli trafić w sidła Wushuna, który wyzwolił całą swoją moc. Dzięki pomocy temu samemu funkconariuszowi - Jen-Wo oraz dzięki nowo wyzwolonej mocy przez Akihiro udało im się przetrwać montrualny atak.  Sama Kai-Lee szykuje się do ujęcia Baku i przygotowaniu do nadchodzącej batalii. Co się stanie z porwanym Mellarem, wciąż niepełną sił Aoki i nieprzytomnym Akihiro! 

Oaza Bakhu

W warsztacie niczego nieświadomy Baku pracował właśnie przy plażowcu, swoim nowym wynalazku. Miał on umożliwiać szybsze podróże przez pustynię i do tego znacznie szybciej. 

-Woo..

Przykręcił ostatnie elementy.

-Będzie chyba dobrze.

Przetarł sobie czoło. Oszedł chwycić za ścierkę gdy nagle w masywny garaż uderzają ludzie.

-Mam gości.

Przekręcił głową starając się coś wykombinować.

-Wyłaś staruchu!

-Hmm?

Podszedł i nasłuchiwał.

-Czego chcecie?

-Twojej głosy!

Odskoczył przed trzaskiem z drugiej strony. Z lekka się zaniepokoił.

-Oj chłopaku, coś ty narobił.

Obrócił się spoglądając na gotowy żaglowiec.

-Trzeba by uciec albo coś.

Wskoczył na pojazd i podjechał na drugą stronę wejścia. Podszedł do większego żaglowca i wszedłna pokład. Wystrzelił tylką salwę, która rozwaliła tylne wyjście.

-W porządku!

Wskoczył na mniejszy i natychmiast uciekł. Bandyci zdołali się przebić, jednak było już za póżno i staruszek zniknął. 


Halma

Słońce powoli stanęło w zenicie, rozpalając jeszcze bardziej miasto. Gorąe powietrze dawało się we znaki i ludzie kryli się w swoich domowstwach. Przez tak rozgrzane miasto Jen-Wo wraz z Aoki i Akihio na pokładzie jechał przed siebie. W międzyczasie Jen zdołał rozesłać swoją szyfrowaną wiadomość do wszystkich patroli by zawrócili. Sam miał co innego na głowie teraz.

-Przeżyjesz?

Przekręcił lusterko, patrząc na nią.

-Dam radę, ale jestem wykończona i potrzebuję odpocząć.

Przetarła czoło chłopaka, który widocznie nie mógł znieść temperatury.

-Wspomniałaś coś o tej ważnej misji prawda?

-Nic nie mówiłam!

-Ale to widać. Kto was przysłał?

Sięgnęła zza swoją szatę i wyciągnęła list.

-Jinora z Świątyni Powietrza w Mieście Republiki wyznaczyła mnie. 

-Ważna sprawa..

-Bardzo. Chcesz wiedzieć jak to było?

-No w końcu wypada się poznać.

Dziewczyna zaczęła opowiadać ową historię.

----

Mellar jak i Aoki szli poprzek koytarz w świątynii by wypocząć po podróży prosto do swoich izb.

-Ale ci magowie powietrza są weseli.

Rozciągnął swoje ręce, będąc wciąż w humorze.

-Powiedziałabym, że aż nadto.

-We.. mówisz.

Lekko go otrąciła.

-Nie wezwano nas na wakacje.

-Relaks jak relaks. 

-Teraz czas na obowiązki.

Z pokoju wyszła właśnie Jinora, która usłyszała młodzieńców.

-Jesteście już kochani. Dziękuję, że przybyliście.

Zapanowała niezręczna cisza.

-To..

-Udajcie się za mną.

Machnęła ręką, otwierając wrota prowadzące w dół.

-Ciemne lochy? Nie podoba mi się.

-Nie macie się czym martwić.

Uśmiechnęła się i zaczęła schodzić. Aoki w milczeniu za nią podąrzała.

-No bez żadnego ale!?

Przekręcał głową nie chcąc iść, ale wolał nie zostać sam.

-No nie wierzę..

Podążył tuż za dziewczynami. Kręte, spiralne schody prowadziły dość głęboko. Po drodze pochwycili za pochodnie, które Aoki podpaliła rozświetlając nieco mroczne miejsce. W końcu dotarli na sam dół, gdzie ich oczom ukazały się cztery filary z czego od dwóch z nich bił blask.

-Niesamowite...

Chłopak przybliżył się do pillaru.

-Słyszałem o nich! To są..

-Te skały są nasycone energią i wyczuwają avatara. Tylko on jest w stanie posiąść wszystkie żywioły i ukazuje tylko iż się ujawnił.

-Kim on jest?

-Wiem jedynie, że na pewno jest to Mag ziemii. Wy mieszkaliście kiedyś w tym Królestwie oraz potrzebujemy młodych nauczycieli żywiołów dla nowego avatara.

-Ale świecą się dwa z nich.

-Dokładnie. I dlatego...

Podeszła do ołtarza....

....

----

Nagle sierżant przerwał jej historię.

-Zaraz! Ten chłopak co mnie wkurzał.. Mellar tak? Nie było go z wami.

Dziewczyna niespodziewanie uświadomiła sobie, że rzeczywiście jego brakuje z nimi.

-Miał wrócić do karczmy. Będzie się o nas martwił.

-Spokojnie.

Machnął swobodnie ręką.

-Przyprowadzą go zapewne kiedy go znajdą. Powiedz lepiej co dalej?

-Więc po zejściu, dwa z pillarów zaświeciły się. Dodatkowo świecą one, gdy ktoś bliski avatarowi się znajdzie koło nich. Widocznie nie myliło się, bo to mój brat. Znalazłam go tak szybko.

-No.. powiadają, że przeszłość szybko do ciebie wróci.

-Oj wróci, nie mylili się.

----

W tym samym czasie na targowisku rozgościli się w najlepsze strażnicy. Zabezpieczyli oni szereg straganów i odsunęli od nich wszelkich cywilów. Paru z nich było dodatkowo przesłuchiwanych i wszystko zgadzało się z raportem podanym przez wartowników utrzymujących piasek.

-Ma ważniejsze sprawy. Bzdura!

Wziął łyka gorzały z pestek płomiennego daktyla.

-Ci bandyci wciąż grasują na naszych terenach i wciąż nie mamy na nich namiaru!

-Przepraszam.

Za jego ramię chwycił jakiś człek. Okazało się, że to był sprzedawca.

-Czego?

-Mam informacje o tym.

-Jak każdy, więc nie mąć mi..

-Bracia Zot i Ran.

-Oni? Mieli czelność się pojawić? Z samym Wushunem.

Zamyślił się przez chwilę, po czym minął gościa nie zważając na nie go. Wsiadł do pojazdu i odjechał. Pozostali zajęli miejsca przy taśmie i czuwali przy niej.

----

Zatrzymali się nagle przy jednej z ulic. Właściwie była to potężna i masywna aleja, gdzie pośrodku stały specjalnie wyżłobione donice w nich w niebo wzbijały się cydry. Domy nie wyglądały jak zwykłe podziurawione piaskowce. Wręcz przeciwnie. Były to okazałe, zadbane budowle, gdzie w oknach widać było znacznie zamożniejszych ludzi. Strażnicy chodzili w grupach bacznie patrolując okolicę, która wydawała się znacznie spokojniejsza.

Stanęli przed złotą bramą, gdzie na wzórzu widniał pałac.

Pałac w Halmie

Brama się otwarła i powoli jechali przed siebie.

-Wpuścili cię?

-Powiedzmy, że jestem dobrze znany.

Puścił do niej oczko, które odbiło się w szybie. Zatrzymali się przed samymi schodami, gdzie otworzyły się wrota.

-No musimy wychodzić.

W tej chwili, również Akihiro powoli się ocnkął.

-Gdzie jesteśmy..

-Akihiro! Mamy teraz ważna sprawę.

-Jak dobrze.. musimy się pojawić. Szybko!

Wyszedł drzwi i zatrzasnął za sobą.

-Aoki..

-Choć ze mną.

Otworzyła drzwi i razem wyszli z pojazdu.

-----

Cała trójka stanęła przed jeepem a z pałacu wyszedł dość gruby i niski człowieczek, od stóp do głów ubrany w fikuśnie kolowe, jedwabne szaty z wielkim turbanem uwieńczonym pawim piórem. Był on emisariuszem na dworze jak i przyjmował ważnych gości politycznych z wielu państewek.

-Witajcie na dworze Hakima, syna Sulejmana Ashara, jednego z przywódców naszej światłej południowe kultury.

Jen-Wo wyszedł przed rzereg i padł na kolana.

-Niżej podan ja, najwyższy gwardzista i obrońca jak i prawy doradca w sprawach Hakima przybywam w ważnej sprawie.

-Cóż to za ważna sprawa Jen-Wo! Dawno cię nie było na dworze.

-Pierwsza sprawa. Mam osobę, która prawdopodobnie zna kryjówkę naszego wroga.

-Kimże on jest?

Obrócił się i poprosił by Akihiro podszedł. Wypuściła go niechętnie, lecz musieli się trzymać tutejszych zasad. Podszedł i padł również na kolana.

-Pewnie chodzi wam o mnie.

-To dziecko!? Kpisz sobie?

-Radzę ci zważać na słowa mój przyjacielu.

-Wciąż zapominasz się Wo.

-Nie.

Uśmiechnął się chytrze.

-Przed tobą następca czterech żywiołów, który przyniesie nie tylko nam ale zbawienie i światu.

-A więc niech ukaże swoją moc.

Wstał i chłopak zrobił podobnie.

-Masz siłę na mały pokaz?

-Znajdę.. ale..

-Wybornie.

Popchnął go nieco do przodu. Był nieco speszony sytuacją.

-Co mam robić?

Szepnął do niego.

-Pokaż mu cokolwiek.

-Doczekam się w końcu, czy też nie?

Chłopak nie zwlekając wyciągnął ręce i zakreślił koło. Delikatny zefir oplątywał jego ciało i zacżął wirować. Po chwili przepuścił falę powietrza, która pomnkęła ku górze. W tej samej chwili zebrał piasek jak i wyrwał skałę i zlepił je w jedno po czym umieścił go nad dłonią. Wiatr owiał emisariusza i owinął się wokół kuli, delikatnie zataczając koło.

-Opanowałem zaledwie dwa z żywiołów.

Nagle było słychać czyiś krok.

-Przyznaję, że zaskoczyłeś mego emisariusza.

Nagle Jen-Wo i sam emisariusz padli na ziemię z wysuniętymi rekoma. Aoki i Akihiro zbytnio nie wiedzieli co się stało. Nim jednak nadążyli na górze pojawił się drugi jegomość, jednak w żółtej szacie, okrywającej jego ciało wraz z gustową biżuterią mieniącą się w blasku słońca. Jedna pod tą powłoką arystokratycznego odzienia wydawał się calkiem zwykłą osobą.

-Miło mi cię poznać Avatarze Akihiro.

Zszedł powoli z schodów, aż w końcu dotarł do niego.

-Ty więc musisz byc Aoki. Jinora jak i Iroh wspomnieli podczas szczytu wspomniała nam o tobie. Błyskawicznie przyniosło to efekt.

-Pilary?

Nagle oczy dziewczyny rozbłysły. Czy kiedy był nieprzytomny słyszał jej opowieść?

-Widać już wszystko wiesz.

-Jesteś władcą prawda?

-W rzeczy samej.

-Co byś zrobił, gdyby w pełnym momencie spadła na ciebie odpowiedzialność nie tylko za twój naród?

Zebrali wkoło ludzie zadziwili się tak zuchwałym pytaniem. On jedynie przymrużył oko.

-A bo byś zrobił? Zachowałbyś siebie na kolejne życie, czy poświęcił się za innych by zapamiętała cię historia?

-Ja..

-Samym królestwem, światem targają sprzeczności. Każdy dzwiga swoje brzemię odpowiedzialności. Jednak samemu nie zdołam nic zmienić.

-Mój pa..

Uniósł rękę uciszając swego sługę.

-Słyszałem o waszym poświęceniu. Proszę..

Obsunął ręką, zapraszając ich do swojego pałacu. Jen-Wo jak i emisariusz się unieśli.

-To nie miejsce na tego typu rozmowy.

Obrócił się i udał się prosto do pałacu. Aoki została wzięta za rękę i z Jen-Wo podeszli do Akihira.

-Gratuluję ci. Niewielu śmiało by się tak odezwać.

-Hmm Wciąż nie mam pojęcia co tu zaszło.

Ruszyli razem przed siebie, za samym władcą. Wrota się zamknęły.


Trakt, Sekretna droga do Bakhu

Bracia właśnie ustawiali parametry żaglówy.

-Ile braci jeszcze do naszej kryjówki.

-Zaledwie jedna godzina bracie Ran.

-Przyjąłem bracie Zot.

Wyrzucił nogi na górę.

-Szef Wush nieco się wściekł.

-Wciąż siedzi zamknięty.

Spojrzał się za siedzenia.

-Dam znać panience, że przybędziemy.

Uniósł radio i próbował złapać sygna. W tym samym czasie coś w nich walnęło.

-Co to było!

Maszyna się zatrząsła.

-Słyszycie mnie?

-Słychać odbiór.

-Uciekł nam zdrajca, Baku. Powinniście być na trasie kolizyjnej.

-Więc czas na drugą robótkę.

Oboje przejęci, że zostaną dodatkowo nagrodzeni przez swoje czyny, pochwycili natychmiast za sprzęt i wyszli na pokład żaglowca.

----

Wyszli na zewnątrz i rozglądali się bacznie. Ran miał w gotowości napięty łuk z specjalnym grotem. Zot trzymał się nieco z tyłu. Na ich szczęście po porannej burzy nie było już całkowicie śladu. Jedynie kilka kopców było przysypanych.

-Widzisz coś?

-Niezbyt.

Usłyszał jakiś świst.

-Tam jest!

Zot zszunął się i przebiegł naprzód po czym zauważył rozwaloną żaglówkę, a przy niej Baku.

-Druga pieczeń.

Ten się obrócił i z wyjątkowo spokojną miną.

-Starego wyjadacza chcecie dopaść?

Nagle piaski zaczęły się wokół niego owijać.

-Mogliście wspomnieć o nim.

-Szef Wu!

-Nie chcieliśmy przeszkodzić.

-Na taki kąsek.

Okrył go całkowiciu i uniósł w górę.

-Powiedz mi jedna staruchu.

Przymrużył oczy.

-Wiedziałeś, że on jest avatarem?

-Aki?

-Haha! Ładnie bracie.

-Nic nie będę wam mówił.

-Bezczelny! Mimo działania dla nas prosiłeś się o to.

-Daliście mi tylko schronienie przed dawnym życiem. Dziwisz się, że nie chciałem z wami na "misje" udawać?

-Hahahaha... Żałosne. Wkrótcce i tak przejmiemy władzę. Mimo obecności avatara, czy nie. Rzucił nim w stonę braci. Natychmiast został skuty przez Zota.

-Ruszamy.

Obrócił się bez słowa i skierowali się po pokład i odpalili maszynę i ruszyli w dalszą drogę.


Halma

Przez dłuższą chwilę szli, po czym sam sułtan wskazał im jedne z drzwi.

-Proszę, rozgoście się. Na pewno jesteście zmęczeni.

Dalej szedł sam, a pozostali udali się prosto za drzwi. Akihiro w pierwszej kolejności położył się na łóżku.

-Ciągle mnie wszystko dziwnie boli.

Przyłożył rękę do głowy i gładził włosy.

-Jeszcze ten ból.

-Naprawdę nic nie pamiętasz?

-Tylko to, że skopałem zad temu Wushunowi. No i twoją historię. Fillary ukatywniły się, kiedy ktoś bliski się pojawil.

-Z każdą chwilą zaskakujesz mnie coraz bardziej.

-Tak.. i widzę, że już mnie klatkujecie.

-Nieco zaufania i wiary. Wrogami nie jesteśmy, a przyświeca nam ten sam cel.

-Poza tym wciąż nie ma z nami Mellara.

-Tego maga.. tak.

-Nie mów, że cię jego los nie obchodzi!?

-Przecież nie znam go za dobrze. Poza tym.. mówiłem nie raz. Rola avatara nie jest dla mnie!

-Ale z ciebie uparciuch...

-Przygotujcie się lepiej. To spotkanie jest ważne, nie tylko dla was.

Zamknął za sobą drzwi zostawiając ich samych.

----

Sam Jen-Wo był rozbawiony całą sytuacją jaka zaszła.

-Ta młodzież.

Kiwnął głową na boki.

-Zaskakująca, czyż nie?

Wyłonił się, jednak już bez ozdobników w prostym stroju.

-Wo.. szybko ci to poszło.

-Weeż nie przypominaj.

-Tradycja.

-Ojciec na jej punkcie całkiem uczulony.

Rozmasował sobie kark i powolnym krokiem obaj zaczęli iść.

-Więc ona była wysłanniczką Jinory?

-Zdążyła chyba wss poinformować o tym.

-Dobrze więc. Sam będę musiał przekazać wiadomość innym władcom podczas najbliższego szczytu w mieście Republiki.

----

Za zamkniętymi drzwiami Aoki i Akihiro zaczęli się szykować. Panowała dość napięta atmosfera między nimi. Żadne nie mogło się odezwać do drugiego.

-Chcę dla ciebie jaknajlepiej.

-Rozumiem.

ściągnął z siebie stare, całe ubrudzone szaty.

-Jednak pozwól.

Zbliżył się do niej i utulił.

-Pozwól, że ja sam zadecyduje o swoim losie.

-Nigdy nie chciałabym na siłę z ciebie robić avatara.

Odszedł i zasiadła przed lustrem. Zaczesywała swoje włosy.

-Niepotrzebnie się unosiłem.

-Miałeś prawo być zły. Koniec końców co innego jest wartościowe dla ciebie.

-Baku..

-Baku?

Spojrzała na niego.

-Baku! On został w osadzie!

-Kim on jest?

-On mnie wychował! Był dla mnie niczym ojciec!

-Spokojnie. Nie zrobią mu nic. Poza tym, z pomocą odbijemy ich obydwu.

-Ale nie może..

Przytkała mu usta i postanowiła uspokoić.

-Pośpiechem nic nie zdziałamy. Wysłuchajmy również władcę tego kraju.

Przytaknął i odsunął się. Sam poszedł zażyć kąpiel, a dziewczyna w spokoju zajęła się przygotowaniami.

-----

Po kilku godzinach przygotowań, wczesnym wieczorem Akihiro, Aoki, Jen-Wo oraz Hakim zasiedli do wieczystej kolacji. Stół aż pękał od obfitości potraw jakie im zaserwowano. Przez znamienite, pikatne sosy, urodziwe sałatki po mięsa wielu gatunków nieznanym ludziom z południa czy mieszkających na żyznych równinach.

-Pierwszy raz widzę takie kąski.

Stuknęła lekko w smażone pająki.

-One na pewno są jadalne?

-Smakują wybornie. Niczym zakąski z świąta przesilenia w Południowym Plemieniu Wody.

Pochwycił za jednego z okazów i zaczał się zajadać nim ze smakie. Ona raczej patrzała na to z niesmakiem.

-Więc, chciałeś wiedzieć co bym zrobił z taką odpowiedzialnością?

-Dokładnie.

-Każdy z nas ma cele i do nich dąży. Jednakże niektóre z nich wymagają poświęceń. I to zwiemy obowiązkiem. Mimo iż nie zawsze je spełniamy, to jednak możesz je z sobą w pewien sposób łączyć.

-Brzmi to naprawdę przekonująco, jednak co jeśli nigdy nie chciało?

-Czas więc wydorośleć. Trzeba zmierzyć się z tym, a nie unikać problemu.

Wziął puchar, po czym sługa nalał mu wina.

-Dziecinny?

Podniosło mu się nieco ciśnienie.

-Sam jestem w kwiecie wieku a prawie morały.

Uśmiechnął się do niego, chcąc rozładować napięcie.

-Największą nagrodą dla nas jest jednak fakt naszego istnienia. Jest to zagadka nie do odkrycia i los płata figle.

Uniósł go i zaciągnął łyka trunku.

-Mpf..

-Masz marzenie prawda?

Chłopak wodził nieco wzrokiem.

-Ujrzeć świat.. to było moim marzeniem.

-I dlatego też nie chcesz być Avatarem? Właśnie celem avatara są podróże w nieznane.

-Bez odpowiedzialności w tym problem!

Wstał i uderzył w stół.

-W gorącej wodzie kąpany.

-Musisz mu wybaczyć panie.

-Nie tłumacz się za niego dziewczyno. Zostawmy jednak nasze dusze i zajmijmy się przyziemnymi sprawami.

-Otóż.. Ten chłopak zna kryjówkę Triady. Bez problemu możemy zaatakować ich i zdusić w zarodku. Szczególnie, kiedy Wushun oberwał w czasie walki a ich ataki się znacznie osłabiły.

-Wyborne wręcz wieści!

Pstryknął, po czym zjawił się dziwny mężczyzna nie ukazujący się spod szat.

-Tak sułtanie?

-Z rana zbierz wszystkie dostępne siły i skieruj je do kapitana Jen-Wo. Przyjął to do wiadomości i zniknął, tak szybko jak się pojawił.

-Nie wnikam skąd masz miejsce, ale mimo nieświadomości i braku obowiązku już nam pomogłeś.

Wstał od stołu.

-Życzę wam miłej uczty i wypocznijcie. Z rana również mam swoje zadania.

Obrócił się, po czym opuścił pałacową jadalnię. Sam Akihiro w milczeniu musiał przetrawić jego słowa. Aoki natomiast ciągle szeptała z Jen-Wo i widać, że dobrze się porozumiewali.


Oaza Bakhu

Dojechali. Nim się spostrzegli znowu zapadła noc. Wushu dumny z siebie wyszedł z pojazdu.

-Mpff..

-Ukochany!

Natychmiat rzuciła się w jego objęcia.

-Złapaliście?

-Oczywiście kochana.

Utulił ją.

-Mamy maga wody i tego dziada.

-Więc przyjdzie tutaj do nas.

-Zaraz?

Okazało się, że w wiosce brakowało znacząco ludzi.

-GDZIE LUDZIE!

-Spokojnie.. napalili się i wysłałam ich by się rozerwali w wiosce na południu.

-Dobrze.. niech chłopaki mają rozgrzewkę.

Zacisnął pięści.

-Dopadniemy ich wszystkich tutaj.

-Już się zajęłam, tymczasem. Dajmy sobie czas na odpoczynek, przed ostatecznym starciem.

-Wiesz jak mnie pokrzepić.

Ucałował ją i razem skierowali się do ich głównej siedziby. Samego Baku i Mellara wyprowadzili i poszli zamknąć do dawnego garażu.


Halma

Siedział sobie nocą przy oknie, postukując kamieniem o ramę okna. Kątem oka przyglądał się ukazującemu się księżycowi jak i kaskadzie gwiazd na niebie.

-Póżna pora. Musimy się wyspać, przed jutrem.

-Aoki... powiedz. Uratujemy ich?

-Postaramy się zrobić wszystko co w naszej mocy.

-Nauczysz mnie?

-Hmm?

-Nauczysz mnie magi ognia?

-Kiedy się to skończy to pewnie. Ale musisz mieć siły.

-W porządku, jescze chwilę.

Dziewczyna okryła się kołdrą, a sam Akihiro przez dłuższą chwilę spoglądał w niebo.

-Czego ja właściwie chcę?

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki