FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek X: Niech żyje Imperator!

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Ahihiro! Fakty! Na światło dzienne wychodzi informacja, że potomek Ashanów był liderom Triady. Aoki i Mellar odkrywają część prawd widząc się z władcą Rodów Pustynnych. Wszystko zdaje się wracać do normy. Akihiro odzyskał częściowy spokój i razem z Rohanem wrócili do stolicy. Ponownie zjednoczeni i na dodatek z nowym członkiem zespołu. Mag postanawia podszkolić swoją magię jak i nauczyć się tkać wodę. W tym czasie sama Kai-Lee wyczuła zdradę Zota i Rana i postanowiła ich również się pozbyć. W tej chwili nic nie stoi na drodze do mocy, którą chce przywłaszczyć dla siebie.

Sarissa

Ahihiro wraz z Mellarem oraz Rohanem znajdowali się dalej w pałacowym ogrodzie. Sam Akihiro stał przed fontanną próbując skupić swoją energię na wodzie.

-Dobrze.

Odrzekł widząc jak stara się wyobrazić wodę, którą kontroluje.

-Woda to żywioł zmian jak i życia. Każdy z nas jej potrzebuje.

Zakręcił się i wyciągnął ku górze wodę.

-Musisz ją najpierw poczuć, jej przepływ.

Chlusnął na niego całą zebraną wodą. On nagle wpadł w panikę, a Rohan wpadł w śmiech.

-Ale żeś go wrobił.

-Nie?

-Naprawdę? Ochlapałeś go jedynie.

-Skup się bardziej.

Otworzyl na moment oczy.

-Skupiam się.

Zaklasnął ręce i woda jakby skoczyła, po chwili rozlużnił klaśnięcie i cofnął nogą do tyłu. Krople wody unosiły się przed nim.

-Naprawdę dobrze. Pierwszy raz widzę by ktoś tak szybko opanował magię wody.

-Za mało.

-Hmm?

-Mało..

Nagle nie zapanował i wyciągnął całą wodę z fontanny, która chlusnęla prosto w Mellara. Rohan znowu wpadł w histeryczny śmeich.

-Hahahaha! Teraz ciebie pomoczyło niezle.

Ten zrobił skwaszona minę i rekę rzucił w niego bąblem wody.

-Ej!

Podwiał go wiatrem.

-Naprawdę? Takiś uduchowiony magi powietrza?

Cisnął kolejną wodą, a ten wykonał kulę, na którą wskoczył i odjechał. Akuhiro nagle zatrzymał go ścianą piasku.

-Proszę, ja też potrafię poskromić maga.

-Nieżle.

W niego również strzeliłą balenem wody. Jeszcze przez chwilę się tak prowokowal ii cieskali w siebie zywiołami. W końcu pojawiłą się Aoki w długiej sukni z koszem przekąsek dla nich. Nagle oberwała bąblem, podwiało jej suknię i rozrzarpało a n koniec piasek walnął ją w twarz. Chłopacy na chwilę zamarli .Spojrzeli się na nią. Warstwa piasku na jej twarzy zaczęła się nagrzeć ,aż skruszała.

-CO wy sobie wyobrażacie!?

Cisnęła w nich płomieniami by ich uspokoić.

-Spokojnie! My ćwiczymy.

-Ćwiczycie? Wy chyba rzucasie siebie jedynie żywiołami.

Przekeciła głową i odstawiłą kosz. Była zawiedziona, że nawet na chwilę ich nie może zostawić.

----

W tym samym czasie z wieży byli oni obserwowani przez pewnego staruszka.

-Więc to moje cele?

Spojrzał się wymonie na papier, gdzie miał narysowaną całą trójkę.

-Wyglądają inaczej.

Westchnął i klapnął i przekładał raz papier, raz na nich patrzał.

-Starzejesz się cesarzu.

Wzruszył ramionami i zwinął papier.

-Ale co twoje słowo święte.

Skrył się za wieza by nie było go widać i otworzył klapę, po czym zaczał schodzić w dół.

----

Cała trójka po jakże długiej i przekonującej przemowie, przywołała ich do całkowitego porządku. Nieco skuleni bali się cokolwiek powiedzieć.

-Wiecie jak traktuje swoje obowiązki.

Przeszła na jedną stronę.

-Pozwoliła dlatego zostać dłużej w mieście i odwlec naszą misję. Ale to!

Ukazała im rozdarty materiał.

-Wybacz siostro?

Uśmiechnął się do niej spod płachty.

-Tobie wybaczę, bo dawno cię nei widziałam i wiem co przeżyłeś.

Przytuliła się do niego i szatańsko spojrzała się na Mellara i Rohana.

-A WY...

Nagle spuściła z tonu. Zauważyła jak ktoś idzie, po chwili coś zaświeciło się. ta nagle odskoczyła i sunęła ręką. Ci rzucili się na boki myśląc, że chce ich walnąć. Cisnęła nagle ogniem z pięści.

-AAA! Chcesz nas zabić!

-Proszę.. oszczędż.

-Wyłaż!

Krzyknęła prosto w stronę tajemniczej postaci. Ten się zbliżał pewny siebie.

-Zauważyłaś moją strzałkę? Huh?

Pojawił się dość niepozorny męższczyzna z czymś w rodzaju rurki przy ustach. On sam na sobie miał suchą trawę.

-Nie postarałem się.

-Próbowałeś nas otruć!?

-Nic nie powiem.

Wystrzelił salwę strzał i nagle Rohan wskoczył na równe nogi. Zakręcił się formując ścianę powietrza zatrzymując strzałki. Cisnął w niego pojedyńczą salwą, podobnie Mellar wyrzuciłw niego bumerangiem i cisnął strumieniem wody. Tan odskoczył zwinnie na boki.

-Rany rany..

Chwycił bumerang, który nadleciał i nic sobie nei srobił z wody i przyjął ją na siebie.

-Dlaczego sprawiacie mi kłopot.

Czemu...

Wściekły Akihiro zaciskał pięść.

-Wszyscy chcą się nas pozbyć.

-Opanuj się, pamiętaj mój trening. Wyciszenie.

Podbiegł do niego, Mellar i Aoki ruszyli prosto na niego. Dziewczyna ciskała płomieniam i próbowała go uderzyć, ale jej ruchy nie były zbyt płynne. Mellar uformował wodny bicz z wody która została i uderzył w niego. Ten znowu odskoczył.

-Słabo..

Ta nagle wyskoczyła i kopnęła go w bok z nogi.

-Zablokował?

-Niespodzianka!

Wystrzelił prosto strzałkę w jej szyję.

-Nie...

Przywalił  biczem prosto w niego i odrzucił w dal. Woda za mieniła się w ló i przygwożdziła go do ściany.

-Dziewczyno!

Rzucił się natychmiast do nie j i pochwycił ją.

-Dalej..

Szybko sięgnął po fiolke spod swojego ubrania.

-KIM TY JESTEŚ!

Wrzasnął Akihiro prosto w stronę tajemniczego skrytobójcy.

-Fuuki, ale to nieważne. Straż!

Powoli było słychać skrzypienie nadchodzacych żołnieży. Rohan zagwiznął. Poro będący w stajni nagle zawył i wybił się.

-Co z nią?

Podbiegli natychmiast.

-Dostała trucizną. Próbuję ją powstrzymać, ale musicie mi dać chwilę czasu.

-Nie mamy go..

Wyciągnął swój kij i wycofał się. W ogrodzie zebrali się piaskowi żołnierze. Wszyscy zaczęli ciskać piaskiem. Akihiro rozrzucił falę na boki. Rohan ciskał powietrzem, rozrzedzając ataki. Skulił się nisko i machnął nogą, powalając kilku nich na ziemię.

Nad nimi zawitał Poro. Ahikiro dalej bronił ich przed nataciem. Sam Rohan pomógł Mellarowi i pochwycił za dziewczynę. Sam Akihiro cofał się.

-Wskakuj!

Zaczynali się unosić. Akihiro wybiłsie powietrzem w górę i chwycił za rękę Mellara po czym odlecieli w górę. Kilku z nich ciskało skałami, jednak nie zdało to sukcesu. Sam skrytobójca został wyzwolony z lodu.


Halma

W tym samym czasie, w ciągu następnych dni sam władca przybył na dwór swojego syna. Oboje pojawili się na samym placu powoli się do ziebie zbliżająć.

-Ojcze!

Uniósł ręce do góry i uradowany go objął.

-Dawno nie odwiedzałeś mnie w moim mieście.

-Musimy porozmawiać mój synu.

-Doszły do ciebie wieści o młodym avatarze?

-W rzeczy samej.

-To wspaniałe, że avatar w naszym kraju. gdyby jednak był z nami mój brat.

-Twój brat byl rozpuszczony.

-Proszę, wybacz kiedyś Sanjarowi. Na pewno go znajdziemy i ..

Nagle mu przerwał gestem.

-Wystarczy!

-Sulejmanie, ojcze...

-Przybyłem zgodnei z spelniającą się wolą niebios.

-Wolą niebios? O czym mówisz ojcze?

Obrócił się i podążał za nim ,ten szedłdalej aż wchodził po schodach. W oczach miał dziwny spokój. Coś mu krążyło w myślach.

-Spisz się.

Szepnął do samego siebie. Jego syn nadal próbował się czegoś dowiedzieć. Jednak zachowwywał całkowity spokój i ignorował jego szarpanie.

Podziemia

Kobieta całkiem padnięta z sił w końcu zeszła w najgłębsze rewiry pustynnych piasków. Znalazła się przed monstrualnymi wrotoami, zdobionymni przez tajemnicze inskrypcje. Przedstawiały one postury ludzi klęczacych przed dyskiem znajdujący się pośrodku owych drzwi.

-W końcu..

Podeszła i przyłożyła rękę do drzwi.

-Grobowiec Sar'Assara.

Przytuliła się do nich.

-W końcu..

Ostatnimi siłami sięgnęła naszyjnikiem. On sam uniósł się, napędzany własną siłą aż wszedł prosto w wieko. Drzwi rozbysnęły. Dziewczyna padła na ziemię.

----

Za drzwiami widać było jak małe wnęki zacżłęy rozbłyskać. Była to czysta energia wchłonięta od samego avatara. Skomplikowaną siecią łączyła się przez całe pomieszczenie. Skupiło się wszystko w dziwnej kuli, która zabłysnęła niebieskim światłem, przeszktałcająć się w żółć. Rozświetliło całe pomieszczenie.

Była to niczym wielka sala tronowa. Pośrodku stała sama trumna z ów kryształem energii. Same sieci kanałów były ornamentami zdobiącymi samą świątynie. Za trumnąznajdował się rozpadający się tron i dziwna sadzawka. Mimo braku światła rosły tam rośliny a sama woda bnyła krystalicznie czysta i przepełniona niesamowitą energią.

Samo wieko powoli zacząło kruszeć. Kula zaniknęła, aż nagle czyjaś dłoń wychwyciła je ręką. Złota zbroja wyciągała się ku górze i osadziła się na jego napierśniku. Wysunął ręce i oparł się o trumnę. Powoli uniósł głowę. Znad hełmu błysnęły oczy. Same drzwi się otworzorzyły.

Emperor Ar'Shassir

----

Kobieta powoli wczłapałą się do pomieszczenia.

-To prawda..

Nie mogła uwierzyć w to co widzi na własne oczy.

-Istniejesz.

Postać jedynie skierowała wzrok ku niej. Przekręcił lekko na bok. Kai-Lee znowu padła. Była u kresu swoich sił. On powoli się do niej zbliżył. Pochwycił ją w swoje ramiona. Spokojnym krokiem zaniósł ją prosto do sadzawki.

-Ludzka istoto, która wskrzesiłaś mnie! Ar'Shassira! Człowieka pierwszego Impierium Światła!

Uniósł głowę ku górze.

-O bogowie, darujcie jej życie.

Przykulił się i umieścił dziewczynę w sadzawce. Siadł po turecku czuwając. Woda zabłysnęła jasnym blaskiem i opatuliła dziewczynę.


Ruiny oazy

Nagle ziemia ponownei się zatrzęsła i pojawiła się wyrwa.

-Cofnąć się!

Wrzasnął na całą parę Jen-Wo.

-Musicie uważać.

Wysunął skały blokując i utwardzając wejście do środka.

-Od paru dni nic..

Coraz bardziej tracił nadzieję, że kogokolwiek uratuje przed nimi. Jednakże coś się poruszyło.

-Magowie! teraz!

Nagle pięciososobowy skład zeskoczył i wyrzucali kamienne bloki, blokujące całą kontrukcję. Wyglądało to niczym puszka przebita kilkudziesięcioma nożami. ten zeskoczyłi w pierwszecj chwili zaniemówił.

-Wy!

-Czekaj..

Byli to ci sami bracia. Jednakże brudni i wycieńćzeni.

-Proszę.. ratuj..

Jeden z nich miał widocznie zmiażdzoną nogę.

-Szlak..

Wysięgnął skałę i ledwo co uniósł .

-Niech ktoś pomoże!!!

Jeden z magów natychmiast zeskoczył.

-Już..

Uniósł ręce i pomógł unieść skałę i przenieść ją na niewielką odległość. Sam Ran zaciął wyciągać Zota.

-Bracie!

-Żyję przecież ośle.

-Martwiłem się.

-Słynni bracia Zotranowie?

Oboje się spojrzeli w jego kierunku.

-Spójrz! Woo!

-Hmm?

Spojrzał się jak prosił.

-Rzeczywiście! Co tam stary!

-Kapitanie?

Ten wystawił rękę.

-Poradzę sobie sam. Zwołaj medyków.

-Przyjąłem.

Odskoczył i wybił się z kamienia i poleciał w kierunku wystającegło słupa i tak dalej ku górze. Sam Jen-Woo był zaskoczony, że ktokolwiek przeżył tą masakrę.

-Wiecie, co za to was czeka.

-Pewnie. I tak nie służymy już Triadzie.

-Czeka na was i tak sąd.

Zarzucił swoją płachtę i stanął plecami.

-Nie oczekujcie litości.

-Nie oczekujemy.

Zaśmiał się i siadł przy swoim bracie. Sam powoli się przykulił będąc u kresu sił. Sam Jen-Woo spojrzał i zauważył coś niepokojącego. Ściągnął krwawiącą skałę i nie mógł uwierzyć w swoje odkrycie. Sami bracia kątem oka spojrzeli.

-Sanjar...

Padł nieprzytomny na ziemię. Sam generał był zaskoczony. Skąd znali jego tożsamość!? Kim oni sami do końca byli.


Przestrzeń Powietrzna

Lecieli w pośpiechu przed siebie. Mellar wciąż walczył z trucizną by ją wydobyć. Próbował z całych sił.

-Ciężko..

-Nie mów tak!

Patrzył na niego błagalnie.

-Ratuj ją!

-Robię co się da!

Odrzasnął mu i szybnkim ruchem nagle wyszła purpurowa substancja.

-To..

-Mam.

Odechnął z ulgą i padł do tyłu, wciąż trzymając truciznę w górze. Po chwili sunął ręką i wiatr porwał ją za niego.

-To tyle w kwesti zaufania temu krajowi.

-Oni chcieli całą naszą trójkę zabić.

Pośpiesznie zmienił kurs na północ.

-Gdzie ty lecisz.

-A jak myślisz? Do miasta Republiki.

-Nie!!!

Natychmiast zarządał by ten zmienił kierunek.

-Leć do Halmy, dowiemy się o co chodzi.

-Żartujesz! Wytłuką nas.

-Mamy magie i jesteśmy w niej nieżli. Poza tym, chcieli odebrać życie avatarowi. Widać że jesteśmy w środku politycznego konfliktu i nie mogę pozwolić by sami go musieli rozwiązać. Jak tak mam zaczać avatarować to...

-Avatarować. Jak to zabrzmiało.

Nieco to rozbawiło Mellara.

-Wiem, że czujesz przerażenie, ale musisz lecieć!

Przez chwilę się zastanowił. Sam nie wiedział czego już do końca chciał.

-Razem z nami, chcesz przeżyć przygodę. Co może być ciekawszego ni to?

Przemówił do niego. Mieli rzeczywiście wiele wpólnego. Oboje chcieli zwiedzić cały świat, spotykać niesamowitych ludzi. Sam nie wiedział, że tak mogą nim omotać emocje. Wziął głeboki wdech.

-Ruszamy!

Zarzucił cugle i zmienił kierunek.

-Zapłacą za to!

Uniósł sój miecz do góry.

-Nie, nie będziemy mordować. Dowiemy się tylko dlaczego.


Podziemia

Postać wciąż siedziała nad dziewczyną. Widać było jak bacznie się opiekował nią.

-Woda życia uleczy ciebie.

Pogładził i rozpuścił jej włosy.

-Gdzie ja.. Ahh... żródło Ghanzo.

-Czyżbyś znała moją kulturę? Jesteś wcieleniem?

-Ja.. chciałam jedynie cię ożywić. Świat stoi na skraju przepaści.

Powoli się uniosła i siadła naprzeciw niemu.

-Ja jestem jedynie konfliktem przeszłości! Nie mam prawa ingerencji w świat.

-Musisz!

Zacisnęła pięść.

-Królestwa toczą ze sobą wojny. Musisz je zjednoczyć. Byłam w stanie cię przebudzić!

-Nonsens! Nie będę się mieszał w wasze sprawy.

Machnął ręką i powstał.

-Jam jest cesarzem! Nie mam wrogów, mam jedynie zobowiązania.

-Właśnie dlatego twoją i moją powinnością.

Uderzyła się w pierś.

- Nikt nie może kwestionować naszych praw do władzy! -Właśnie! Skoro jestem potomkinią, nie uważasz by coś zmienić.

-Czuję..

Spojrzał na swoją dłoń.

-Niepokojącą obecność.


Halma

Sam Sulejman zasiadł na tronie, gdzie panował jego syn.

-Chciałbyś wiedzieć co się dzieje?

Oparł głowę na dłoni.

-Ojcze, powiedz co planujesz!

-Chcę tylko jednego.

Uniósł się w skazał na syna.

-Zwiążcie go!

-Co!

Gwardziści nie wiedzieli co mają robić.

-Słyszycie mnie, pojmać!

Magowie natychmiast wysunęli piasek, który wypełnił salę. Książę jednak poddał się dobrowolnie. Siadł i nic nie mówił. Wpatrywał się w swego ojca.


Przestrzeń Powietrzna

Znajdowali się prosto nad karawaną należącą do Jen-Wo. Wyjrzał na chwilę znad kosza.

-Spójrzcie.

Wskazał Akihiro, widząc tam samego Zota i Rana.

-Czy to nie ci strażnicy?

Przypatrzył się prosto na nich.

-Musimy lecieć za nimi.

-Nie możemy.

-Dlaczego.

Spojrzeli się widząc jak piasek dziwnie formuje się w tornado.

-No ładnie.. katastrofa za katastrofą.

Nagle Akihiro ogarnęła dziwne uczucie. Obsunął się na bok padając obok.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki