FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek XI: Niech przyszłość cię prowadzi

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Ahihiro! Zamach! Z tajemniczych powodów paśtwowy zabójca targnął się na życie Akihiro. Zmuszeni do odwrotu polecieli w stronę Halmy by wyjaśnić sprawę z Hakimem oraz Sulejmanem. Sam władca Rodów nakazał pojmać swojego drugiego syna. Kai-Lee doznała cudu i wyzwoliła do życie prawdziwe zagrożenie. Jak wykorzysta siłę jaką jest sam cesarz?

Podziemia

-To uczucie.

Podniósł się i kroczył przed siebie.

-Niemożliwe.

-Wiele się pozmieniało w tym świecie.

Ta podeszła do niego i oparła się. Wysunęła dłonią prosto w skały. Ruszyła jedną z nich układając na nowo jeden z pillarów podtrzymujący grobowiec.

-Więc magia się zachowała i rozszerzyła.

Przkręcił głowę i uniósł rękę.

-W takim razie.

Powietrze zaczęło drżeć a piasek unosił się ku górze.

-Jako spatkobierczyni wraz ze mną ruszysz prosto by zjednoczyć ten śwat.

Piasek szaleńczo zaczął wirować i imperator unosił się ku górze. Sama Kai-Lee miała spojrzenie podsycone chciwością i radością, że jej podstęp się udał. Odżywiona i pełna sił ruszyła razem za nim.


Miasto Republiki

Na placu wolności toczyło się spokojne życie. Sama Jinora była na zakupach. Wciąż była zmartwiona brakiem informacji od swojego brata.

-Gdzie jesteście?

Powiedziała cicho do siebie.

-Trzysta.

-Słucham?

Kupiec wyciągał ręce by mu zapłaciła.

-Przepraszam, rozkojarzona jestem. Proszę.

Wręczyła mu pieniądze, po czym zabrała siatkę i ruszyła przed siebie. Dla innych nie było to niezwykłe, że mag powietrza chodził swobodnie po mieście. Nawet jeśli to była sama guru narodu.

-----

W biurze prezydenckim, za samym biurkiem siedział dość wysoki męższczyzna odziany w srebrno-zielony garnitur. Przeglądał aktualne dokumenty dotyczące ostatnich prac renowacyjnych. Nagle rozległo się pukanie do jego biura. Weszła do niego druga nieco mniej pozorna kobieta.

-Witam prezydencie Ryuzeenie.

-Ahhh!

Uniósł głowę i położył plik dokumentów po czym powstał.

-Panno Asami!

Podszedł i odsunął jej krzesło. Ta siadła wygodnie na nim.

-Słyszałam już conieco od swojej znajomej.

Kiwnęła głową

-Jestem niezmiernie zadowolony z pani wizyty.

-Mam nieco zajęć więc proszę o konkrety.

-W rzeczy samej.

Odkaszlnął.

-Pragnę wiedzieć czy umowa jaką podpisaliśmy z waszą firmą nadal obowiązuje. Miasto Republiki jest niewątpliwie jednym z miast które zachowuje swój poziom rozwoju i prosperuje wyjątkowo sowicie.

-Czy tylko to chciał mi pan przekazać?

-Nie.

Złożył ręce i przysiadł.

-Jak mi wiadomo, słyszy się o pogłoskach iż pojawił się nowy avatar.

-I co w związku z tym?

Wzruszyła jakby ją to nie obchodziło. W głębi serca chciała się dowiedzieć o co może chodzić.

-Ta sprawa jest dość nie przyjemna, a o ile mi wiadomo pani wraz z Bolinem oraz Mako byliście świadkami tego starcia.

Dziewczynę zmroziło i poczuła chłodny dreszcz. Widać było, że nie mogła sobie poradzić z tamtymi wspomnieniami. W tym czasie rozległo się kolejne pukanie. Drzwi się otworzyły a zza nich wyszła właśnie Jinora.


Trakt

Jen-Woo dosłownie ciągnął jeden z wozów na którym pod płachtą przykryte było ciało Wushuna. W samym wozie siedzieli Zot i Ran.

-To był wspaniały gość.

Wkurzony trzymał ręce na nim.

-Co ta suka mu zrobiła!

-Ślepo jeszcze za nia podążaliśmy przez te dni.

Ran spuścił głowę, nie mogąc nic wydobyć.

-Bracie.. mow!

-Brak mi.

Ich kłótni przysłuchiwał się sam Jen-Woo. Sam był zdruzgotany swoim odkryciem. W milczeniu prowadził pojazd prosto w stronę stolicy gdzie miał byś sam władca. Po drodze zatrzymało ich jednak tajemnicze zjawisko. Nie była to burza piaskowa lecz prosta spirala piasku. Lecz tak jak się pojawiła tak zniknęła.Tuż obok wylądował bizon.

-Dzieciaki!

Podbiegł do nich, jednak Mellar wyrzucił ostrze powstrzymując jego bieg i wbijając w piasek.

-Nie tak szybko!

Wyskoczył z bizona.

-Co tu się dzieje! Najpierw zamachowiec, te chore insynuacje w pałacu?

-Zamachowiec?

Był wyrażnie zaskoczony jego słowami.

-Ogłuchłeś? Otruć nas chciał!

-To niemożliwe... Ta spirala.. wy..

Uśmiechał się nieszczerze po czym sunął piaskiem prosto w jego stronę. Rohan rozpanoszył to powietrzem.

-Wiedziałem.

Zmierzył go pewnym siebie wzrokiem.

-Kłamałeś! Od pierwszego spotkania.

-Bystry jesteś!

Rzucał w niego piaskiem. Sama gwardia była zaskoczona tą nagłą zmianą sytuacji.

-Jak mogłeś! Ratujesz i potem..

-Wyście sprowadzili to nieszczeście!

Machnął piaskową falą, chcąc zasypać bizona z nimi na pokładzie. Sam Mellar rzucił się do przodu ze swoim ostrzem. Uderzył i nagle Jen zablokował swoim niewielkim sztyletem.

-Nieświadomi głupcy. Nie widzicie? To zwiastun końca ery!

-O czym ty gadasz!?

-Nie widzisz?

Odepchnął maga wody uderzając w niego spiralą piasku.

-Chciałeś odebrać życie.

Zawirował kilka razy swoim kijem i wyrzucił kilka fal w jego stronę.

-Jedno życie nic nie znaczy przy wielu.

Nagle piasek zaczął drżeć.

-Nadchodzi!

-Kapitanie!

Piasek zaczął go owijać. Niespokojny Akihiro wyczuł dziwną moc. Powstał i natychmiast się wydarł.

-Na bizona! Szybko!

Zot i Ran, część gwiardzistów zaczęła biec w ich kierunku. Wszyscy ładowali się na bizona. Kilku z nich pochwyciły piaski i nie chciały wypuścić. Poro powoli się uniósł ku górze. Młodzi magowie wraz z nimi wzbili się w powietrze. Sam Jen-Woo z podłym uśmieszkiem spoglądał się na nich.

-Upadniecie.. wszyscy..

Wysunął rękę ku górze, jednak piaski owijały jego ciało aż w końcu samą dłoń pokryl piasek. Ich ciała zdawała się pożreć sama pustynia. Podobnie jak znaczną część okolicy. Z samego piasku wysunęły się dwie sylwetki. W strachu natychmiast opuścili miejsce i skierowali się pędęm do Halmy, gdzie miało dojść do konfrontacji.

----

W tym całym zamierzaniu sam Ar`Sharassir wraz z Kai-Lee wydostali się na powiechrznię. Ten odstawił ją na swoje nogi i razem przeszli przez burzę, która powoli opadła. Wszędzie gdzie byli ludzie pojawiły się ich rzeżby z piasku. 

-Cóż im uczyniłeś?

Dziewczyna czuła lekkie przerażenie. Pierwszy raz na oczy widziała tak potężną magię.

-Wy widocznie jesteście ograniczeni do korzystania magii zaklętej w waszych ciałach. 

Uniósł lekko swoje berło.

-Potraficie ingerować jedynie w świat materialny.

Stuknął ją o ziemię i nagle pochłonięci ludzie zaczeli się wyginać.

-Mój lud potrafił nawet ingerować w świat martwych.

-Opowiedz mi dokładniej? W wielkiej bibliotece Shi Tonga były jedyne ogólne informacje.

-Nie dziwię się temu duchowi. Choć jest panem wiedzy nie wszystko był w stanie spamiętać. Powiedz mi? Czy wiesz co było przed tą waszą erą zwaną erą avatara?

-Niestety, jedynie istanieli ludzie ale byli znacznie bardziej zacofani od nas i nie posiadali nawet magii.

-Nie posiadali.

Przymrużył swoje oczy.

-Stracili tę zdolność. Jestem jedynym okazem. Jednak nie chcę się roztrząsać nad przeszłością mego ludu.

Rozłożył ręce i lekko wzbił się w ziemię. Dotychczas sądziła, że zaledwie latanie to mit.

-Bariery były po to by je łamać!

Sunął jeszcze raz swym kosturem.

-Jednak powiedz mi dziecko.

-Tak?

-Czy naprawdę jesteś z mego rodu?

-Powtarzałam to już! Inaczej nie dostałabym się do grobowca i cię nie uwolniła!

-Uwolniła?

Rozbawiło go to nieco.

-Zawsze byłem wolny.

-Co chcesz przez to powiedzieć? Moment.. uważasz mnie za kłamcę!?

-Widać na otwartej dłoni jaka jesteś, jednak... ta jedna rzecz.

Podleciał blisko niej.

-Poznaj więc moc swoich przodków.

Ciało dziewczyny nagle zaczął okrywać piasek. Z wolna zaczęła wrzeszczeć z przerażenia jednak nie mogła tego powstrzymać i sama zniknęła i stała się posągiem.

-Niedługo się zobaczymy.

Skierował wzrok w stronę nieba.

-Chciałbym poznać twoje możliwości, avatarze.

----

Przerażeni siedzieli w koszu a Poro z zawrotną prędkością kierował się w stronę Halmy.

-Ta dziwna moc...

Spoglądał na swoje drżące ręce. Nie wiedział co się z nim dzieje.

-To wszystko..

-Trzymajcie się!

Zarzucił kojcami i nagle zanurkował prosto w stronę miasta.

----

Sulejman wziął do rąk królewskie ostrze wykule z piasku w szkło. Przetapiane i zlepiane wiele razy sprawiło iż nie tylko lśniło ale została w niezwykły sposób zahartowane i dorównywało ostrzom stworzonym z metalu.

-Niegdyś pojawiła się przedemną istota, duch!

-Duch?

Błagalnie uniósł glowę ku swemu ojcu.

-O kim mówisz?

-Dawni panowie chcą odzyskać swojee Imperium. A gdy ten dzień miał nadejść, miało dojść do upadku avatara jak i całego istniejącego świata. To co się stanie tutaj ma być początkiem końca.

-To powracasz do tej starej historii?

-W rzeczy samej. Gdy znak na niebie ponownie się obsunął nastąpiło to.

----

Ów zaćmienie miało miejsce w 175 roku. Wszystkim zdawało się iż to było normalne jednak tak nie było. Sam młody Sulejman stał na pustyni i z podziwem przyglądał się zjawisku.

-Więc nadal ktoś czuwa nad naszą krainą?

-Czuwa?

Rozbmiał nagle dziwny głos.

-Kto to mówi!?

-Jesteś królewskiej krwi i pragniesz zjednoczenia tych ziem?

Przed nim uformowała się niewyrażnia piaskowa postura. 

-Czym... czym ty jesteś?

Upadł na piasek i przerażony usuwał się w tył.

-Jedynie prostą istotą, która chce ci coś uświadomić. Wielkie zmiany zajdą niedługo w tym świecie. Przygotuj się lub zapomnij. Zacznie się od tego iż pojawi się pierwszy avatar władający piaskiem.

-Niemożliwe!

-Zbuduj imperium, które poprowadzisz. Zbuduj nową przyszłość tych krain. A gdy pojawi się prawdziwy władca odbierze to co mu należne. Służ mi, pożądaj mnie, odżwiernij moje marzenia!

-Ta magia, moc.. nie jesteś zwykłym magiem!

-Moje imię i moc nie są ważne. Wypełnij to!

Powoli zaczął znikać.

-Czekaj! Powiedz coś więcej!

-Twoi synowie. Zginą. Ty zginiesz. A ktoś nowy przejmie władzę. A tym kimś będzie...

Nie dopowiedział po czym piasek się rozproszył i został zdmuchnięty.

----

Syn nie mógł uwierzyć w te słowa. Po raz pierwszy dowiedział się prawdziwej prawdy.

-I to ci niby powiedział!?

-Teraz widzę.. zniszczenie jakie jest siane. Próbowałem się pozbyć naszego gościa. Nakazałem Jen-Wo się go pozbyć!

-To bez sensu!

Wyrzucił się, jednak strażnicy go zatrzymali.

-I ty śmiesz być władcą? Boisz się stawić temu czoła?

-Nie boję się! Akceptuję to! Do tej pory nie byłem pewny.

Przysunął miecz pod jego szyję.

-Wolę byśmy razem zginęli, to powinność ojca.

-Powinieneś pozwolić mi żyć na własną rękę! Jak mojemu bratu! Nie dziwię się, że uciekłł z pałacu.

Sułtaj jedynie wybałuszył oczy i wbrew sobie podniół miecz ku górze. Nagle kopuła rozpadła się a wielki bizon wleciał przez nią. Zot i Ran zeskoczyli.

-No by tak go zabić!?

Odciągnęli króla. Część gwardzistów uratowanych przez grupę avatara otoczyła księcia.

-Przyjaciele i.. wy?

-Spokojnie, jesteśmy po twojej stronie.

-Co nie bracie?

-Jasne brachu!

Przybili sobie żólwika.

-Ej bracia, zamknijcie się i pomóżcie!

Zszedł sam Mellar, który zabrał Akihiro i Aoki ze sobą.

-Są w naprawdę kiepskim stanie.

-Już mi lepiej.

Trzymał się jakoś na nogach, choć wciąż miał mroczki.

-Straże! Natychmiast ich zabić!!!!

I ruszyli w bojowym szale. Mellar natychmiast pochwycił za ostrze i rzucił się do walki. Zot i Ran również dołączyli. Sam książę podbiegł do rannych.

-Co się wam stało?

-Twój ojciec.. chcieliście nas zabić..

-Ja nie wiedziałem o tym.

Nagle za nim pojawił się Sulejman, który chciał przeciąć go ale nagle Aoki strzeliła niewielką kulą ognia i rąk wypadł mu z rąk. Sam się obsunął z poparzoną dłonią.

-Jak śmiesz sprzeciwiać się ojcu!

-Zamilcz!

Wziął miecz do swojej ręki.

-Chcesz zabić avatara, następcę tronu co jeszcze!? Bo jakiś dziwny głos ci nakazał? Byłeś mądrym człowiekiem. Sprawiłeś iż nasz ród zystał niepodległość. Zjednoczyłeś południe i jesteśmy narodem liczącym się w świecie.

-Skoro sam wolisz doświadczyć tego...

Bez większego wysiłku rzucił się prosto na niego i ponownie odebrał mu miecz. O dziwo nie powstrzymali go przed tym.

-Ja nie mam zamiaru się temu przyglądać!

Z isnie szaleńczym wzrokiem, zwiększonym pulsem i z pełną pasji miną wbił ów miecz przez własne gardło rozplatując je. Nastąpiła chwila zamarcia. Rohan nie mógł przyglądać się temu widokowi, Asharowi spłynęła łza a Aoki zaciskała ze wściekłości pięść.

-Co ty uczyniłeś ojcze...

Nie mógł opanować łez spływających po jego policzkach. Padł na kolana i wydawał z siebie jedynie krzyk. Cała walka zamarła.


Miasto Republiki

W drzwiach pojawiła się właśnie Jinora. Wyglądała na dość zdenerwowaną i zrozpaczoną.

-Przepraszam iż przeszkodziłam w rozmowach, jednak mam niebotycznei ważną informację.

-Usiądż proszę..

Złapała ją za dłoń i odprowadziła na sofę gdzie z nią usiadła.

-Cóż się stało mistrzyni Jinoro?

-Wyczułam niesamowicie potężną duchową energię. To nie jest jakiś zwykły duch, to coś o wiele potężniejszego!

-Potężniejszego niż duch?

-Nonsens. Nie ma niczego o takiej mocy. 

-Nie radzę jednak lekceważyć jej słów, prezydencie.

-Rozumiem, że nie-magowie nie będą wstanie pojąć was magów.

Powiedział to wręcz z nieoczekiwaną agresją wobec obu kobiet.

-Sama jestem nie magiem, ale nie ignorantką!

-Proszę, ja nie chcę osobiście mieć nic wspólnego z magami. Jeśli to wszystko ustalone to proszę wyjdżcie.

Obie spojrzały się na niego z niedowierzaniem. 

-Jak ty..

Jinora pochwyciła ją za ramię i przekeciła głową.

-Nie musisz.

Wstała po czym skierowała się do wyjścia.

-Urzędnicy!

Wściekła zrzuciła stos papierów z jego biurka po czym wyszła. Ten tylko westchnął i obrócił się w stronę okna.

----

Obie kobiety wyszły na ulicę i szły przez zatłoczone miasto. Doszły do parku gdzie mogły w spokoju porozmawiać od tego całego zgiełku. Zasiadły blisko pomnika Aanga.

-Tyle wspomnień.

-Rzeczywiście.

-Powiedz jednak o jaką energię ci chodziło?

-No tak.. nie mogę jej do czegokolwiek porównać. Nawet kiedy przebywałam w świecie duchów nie wyczuwałam tego. 

-Może jednak za bardzo się martwisz? 

-Być może, jednak to nie daje mi spokoju.

-Masz wiele na głowie. W szczególności  przygotowania do..

Nagle ugryzła się za język.

-Wybacz nie powinnam była..

-Nie, to nie twoja wina.

-Sama nie mogę w to uwierzyć jak to wszystko mogło się wydarzyć.

-W każdym razie nie chcę ci zajmować czasu. Powinnam wrócić do świątyni i cierpliwie czekać na powrót Rohana.

-Są jakieś wieści?

-Nie za wiele.

-Nie martw się. Jeśli jest taki jak ojciec na pewno wróci z avatarem i go wyszkoli.

Na chwilę zagościł u niej uśmiech. Dziewczyna była wdzięczna za wysłuchanie, jednak nie mogła dalej kontynuować rozmowy i pobiegła prosto w stronę portu gdzie wsiadła na parowiec prosto na Wyspę Avatara Aanga. Sama Asami z spuszcoznym wzrokiem spojrzała na posąg Korry.

-W końcu być może pojawi się ktoś po tobie. Może on pomoże mi z tobą porozmawiać ten ostatni raz.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki