FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek IV: Rodzinne miasto

← PoprzedniooooooooooNastępny →



Ostatnio w legendzie Akihiro. Burza piaskowa! Zaskoczyła naszych bohaterów z nienacka i skryli się pod piaskową skorupą. Sam Akihiro poznał swoją biologiczną siostrę i poznał los swojej rodziny. Czy to wpłynie na jego decyzję by podjąć się misji avatara? W tym samym czasie Wushun planuje wypad rabunkowy prosto na miasto Halma a Kai Lee ma zamiar zwabić go pojmując Baku. Dlaczego on może być dla niego ważny?

Pustynia, Trakt do Halmy

Cała trójka zasiadła na tyle wozu, ściskając się jeden obok drugiego.

-Więc co młodzieńcy.

Zakręcił kluczykami.

-Zgubiliśmy się co?

Przez przypadek wypuścił je i zaczął nerwowo szukać.

-Przecież my lubimy być jak kamikadze i pchaś się w głąb pustyni.

-Ty nie lubisz.

-Halo! Mag wody! Nie znoszę pustyni.

Nagle strażnik się uniósł, ale przywalił w dach. 

-Ałł!

-Czy wszystko w porządku panie władzo.

-W jaknajlepszy!

Wystawił kciuk, ale było widać że tak nie jest.

-Wy to macie szczęście. Coraz rzadziej dochodzi do ataków na miasto i mieliście szczęście. Banda Wushuna jest najgorszą zmorą. Ale ta kobitka. Mhm!

-Masz na myśli tą panią z autami?

Przymrużył brwiami wystając na przednie siedzenie.

-Ooo skąd wiedziałeś?

-Mellar...

-Aoki.. spokojnie. Tłukliśmy się z tą babką.

-I uszliście z życiem? Mieliście sporo szczęścia.

-Tak.. szczęścia.

-Hmm?

Przekręcił lustrem, spoglądając na twarz chłopaka.

-Skwaszoną minę coś macie.

-Nie.. mam tak normalnie.

Oparł sobie ręką i przyglądał się piaskowi.

-Mówcie mi sierżant Jen-Wo!

-Okej Jen-Wo!

-Nie mów tak. Nie udzieliłem pozwolenia.

Nagle się wycofał, po jego grożnym spojrzeniu. Nagle przemienił się w uśmiech i kpiący śmiech.

-Haha! Spokojnie młody.

-Ahaha..

Przysunął się do dziewczyny i zaczął szeptać.

-O mało co nie dostałem zawału.

-Jesteśmy na miejscu.

Podjechał pod bramę i kiwnął w stronę strażnika. Sam wymownie spojrzał się za siebie.

----

W oddali za skrytym piaskiem stał ów postynny żaglowiec na jego pokładzie wysunęły się trzy osoby. 

-Hehe.

Przywalił pięścią o pięść. 

-Tak dawno się nie rabowało stolicy.

Przekręcił karkiem i skoczył na piasek.

-Wy dwaj śledżcie tego maga wody. Ja udam się za zdrajcą i tą ognistą dziunią.

-Oczywiście szefie!

Z żaglowca zeszli ów dwa zbiry, które ocaliły Wushuna i Kai-Lee. Zabrał ich ze sobą. Mimo iż, nie tkali magii byli odziani w metalowy osprzęt i choć pozorniw wyglądali na słabych to wcale tak nie było.

-Postaram się szefie nie przeszyc go na wylot.

-Bracie jak zwykle zabawny!

-Hoho.. prawda bracie.

Ruszyli prosto przed siebie, nie robiąc sobie nic, że są bez żadnego przebrania czy przykrywki.


Halma

Ich oczom ukazało się niesamowite miasto pustynii. Otoczone zewsząt straganami z których co raz wydobywały się niesamowite zapachy. Po mimo wciąż szalejącej burzy ludzie byli w szampańskich nastrojach a na ulicach panował gwar. 

Budynki było znacznie bardziej nowoczesne, wykonane z silnych metalowych budulców sprowadzanych wprost z Zaofu. Inspirację czerpało zapewnie z Miasta Republiki, lecz wciąż daleka droga. Gdyż poza tą dzielnicą wciąż stały masywne skalne budowle.

-Woo taka różnorodność.

Przyparł się do szyby i spoglądał.

-Jak to możliwe! Piasek nie wpada w alejki.

-Haha! Straż pustynna. Chłopacy się zamieniają.

Wskazał na dwóch magów piasku.

-Używają magii i zatrzymują osad. Przesypują przez te kanały i potem przesylają na inną stronę, gdzie wiatry nie wieją lub są mniej natężone.

-Muszę przyznać bardzo pomysłowe rozwiązanie.

-W sztuce przetrwania jesteśmy jednymi z najlepszych.

Dumnie poprawił swoją czapę.

-No dzieciaki wysiadajcie.

Zatrzymał się przy jednym z przyczułków. 

-Zaraz... a co z tamtymi budowlami.

-Ahh...

Zauważył szczątki, wciąż sprzątane przez siły miejskie.

-Gang Wushuna. Uparta z nich banda. 

-Coraz bardziej ich nienawidzę.

-W każdym razie dziękujemy za pomoc.

Pochwyciła brata za ramiona i wręcz wypchnęła go na ulicę. Mellar wyszeszł z drugiej strony i okrążył auto.

-Powodzenia młodzi.

Kiwnął na pożegnanie i odjechał, mając inne ważne sprawy.

-Okej!

Wyciągnął ręce i się przeciągnął.

-Załatwcie pokój, a ja skombinuję jakiś prowiancik i lekarstwa.

-Rozsądnie. Więc idż.

-Się wie.

Pewny siebie ruszył prosto przed siebie. Akihiro pomógł nieco Aoki i z nią weszli prosto do przyczółka.

----

Budynek z zewnątrz wyglądał jeszcze znośnie. Wewnątrz jednak widać był jak na ścianach powoli schodził materiał i zwisały niewielkie żarówki, ledwo co się trzymając. Od razu uderzył w nich nieprzyjemny zapach.

Przy kredensie siedziała jakaś starsza kobieta. Jeśli jej wygląd można nazwać kobietą. Paliła obie w najlepsze nad kubkiem gorącej kawy.

-Przepraszam?

-Spadać dzieciaki.

Odsunęła się na bok.

-Ja to załatwię.

Zwrócił się do niej i walnąłw kredens.

-Jeden pokój natychmiast.

-Hmpf.. sądzisz, że wam odstąpię?

-Oczywiście nie poznajesz mnie?

Przyjrzała mu się nieco bliżej. Dostrzegła, że widziała jego sylwetkę. 

-Jesteś jednym z nich!!

-Chcesz bym, zrujnował ci interes?

-Nie!

Szybko odwróciła się i pochwyciła za pierwsza parę kluczy.

-Pokój..

-Sami sobie wybierzemy.

Poszli do pokoju, a gdy tylko kobieta stgraciła ich z oka wyciągnęła podręczny telefon.

----

Oboje weszli do wynajętego pokoju. Dziewczyna była mocno zaskoczona reakcją tej kobiety jak i samym zachowanie chłopaka. Próbowała poukładać myśli. Nie sądziła jednak, że on moze stać się taki.

-Co ty najlepszego wyrabiasz?

-Posłuchaj naprawdę cieszy mnie odnalezienie ciebie.

Pochwycił ją za ramiona.

-Ale to prawda. Jestem bandytą! Należę do tej pustynnej szajki.

-Niemożliwe.. jesteś avatarem!

-NIE JESTEM NIM!

Uniósł na nią głos. To słowo przyprowiwało go w gniew.

-I jestem. Przecież jak was najpierw pochwyciłem!

-Ja.. nie zauważyłam... ja..

-Ten który mnie uratował żył biednie i zrobił to dla mnie. Zastępował mi.. nie.. on był moją najbliższą rodziną przez te lata.

-Przecież ja jestem twoją siostrą. Od zawsze chciałam cię znaleść.

-Nigdy nie sądziłem po prostu, że ktoś inny się moze nim okazać.

-To tamci cię zdradzili. 

-Widocznie.

Zacisnął pięść.

-Nie podaruję im tego.

-Zemsta to nie sposób!

-Tak to się załatwia!

-Nie możesz... jesteś..

-Nie powtarzaj tego!

Uderzył wściekle o stół.

-Wiesz co się stało poprzedniej avatar!? Zginęła! Ja nie mam zamairu młodo ginąć.

-Wszyscy avatarzy nie zginęli. W ogóle.. umiesz tkać ziemię i powietrze. Więc musiałeś jednak o tym myśleć.

Obrócił wzrokiem, mijając kontakt wzrokowy.

-Bo moim marzeniem było się wydostać stąd.

----

W tym samym czasie Mellar rozglądał się za jakaś przekąską. Podszedł do pierwszego lepszego straganu. Zdumił go widok tak kwitnącego rynku i prawdziwie staromodnego. W samym mieście Republiki nie mógł znaleść takich werand z wystawionymi zdobyczami, rybami czy owocami. 

-Łeee..

Włożył palca w jakieś naczynie i rozciągnął dziwnie lepiącą się substancję.

-Co to jest?

-Ej ty!

Za ladą stał dość umięśniony pracownik tego straganu. Zrzucił skrzynię i natychmiast pochwycił go za rękę.

-Proszę spokojnie! Chciałem tylko sprawdzić...

-Łapy precz złodziejaszku. Jesteś jednym z tej bandy!?

-Niee! Ja nie.. jestem podóżnym.

Wystawił rekę i zaczął tkać wodę.

-Widzisz mag wody. 

-Hmpf..

Puścił go a ten lekko stuknął w stragan.

-Lepiej się wynoś mały.

-Ej! 

Dumnie się wypiął.

-Nie taki mały.

-Mag wody pojawiasz?

Jeg plecy okryły cienie masywnych postur. Handlarz tylko krzyknął i rzucił skrzynie, po czym błyskawicznie zaczął uciekać. Zresztą nie tylko on sam.

-Bracie Zot, co my z nim zrobimy hmm?

Było słychać brzdęk metalowego łańcucha.

-Jak to co bracie! Czas go złapać. Co nie bracie Ran?

-W rzeczy samej.

Sięgnął po łuk zza swoich pleców i wycelował w tył pleców chłopaka.

----

Zapanowała martwa cisza. Dziewczyna nie wiedziała co ma powiedzieć. Poczuła się nieco żle, lecz nie był to ból fizyczny. Mimo faktu ponownego spotkania dzieliło ich znacznie więcej niż sądziła.

-Nie rozumiesz!?

-Co wciąż oczekujesz!?

-Avatar jest obrońcą świata, dlatgo zwiedza cały świat! Musisz być aż tak dziecinny i ograniczony by tego nie zrozumieć!?

-Chcę się wydostać, ale nie mam ochoty żegnać się z życiem! Wiesz co stało się z poprzednią Avatar!

-Nikt tego nie wie, a tylko ty możesz się dowiedzie. Ty jedyny masz z nią kontakt.

-Ja..

Chłopak obsunął się lekko w tył.

-Akihiro?

Dzieczyna natychmiast go pochwyciła.

-Nie.. zostaw.

-Nie bracie! Daj się przekonać i...

Rozległo się pukanie do drzwi.

-Otwierać! Sekretna straż pustynna. W imieniu naszego władcy, Hakhima zostajecie zatrzymani w związku z podejrzeniem współpracy z Triadą Wushuna.

-Znależli nas... ale..

-Ta kobieta!

Przysłonił je usta.

-Nie będę się powtarzał.

-Cii.. musimy uciekać. 

-Ale..

Nagle drzwi z impetem zostały wyważone. 

-Mówiłem!

Opatulony od stóp do głów lnianą tkaniną, fukncojnariusz wpadł tkając niewielkie kule piasku. Uformował z nich szpikulce, które pobwijały się w ścianę. Chłopak pochwycił za Aoki i zamierzali uciekać.

-STAĆ!

Cisnął kolejną kaskadą, gdy nagle strzały przeszyła kaskada powietrznych ciosów.

-Mag powietrza?

Osłonił swoje oczy, a pokój wypełnił się piaskową mgiełką. Sam służbowy zakaszlał i wpadł wprosto do środka.

----

Wyskoczyli przez okno, prosto na poddasze. Ludzie z zdziwinieniem się im przyglądali. Z pojazdów wyszedł conajmniej tuzin fuknconariuszy. Biegł ciągle przytrzymując siostrę za rękę. Tuż za nimi wyskoczył funkconariusz.

-Co się dzieje kapitanie?

-Wy troje za mną.

Całą trójka kiwnęła zgodnie i ruszyła prosto w pogoń za uciekającymi dzieciakami.

-Pozostali do pojazdów. Ponoć jest więcej członków Triady w mieście.

-Jesteś gotowa?

-Na co?

Biegli aż w końcu kończyła im się trasa. Za nimi pojawiło się czworo magów i cisnęli piaskową ścianą. Wybił się w górę, mając ją w dłoni.

-Coo...

Nie mogła uwierzyć, ale wybili się niesamowicie wysoko.

-Co to za dzieciak?

-Z drogi!

Wkoczył z nią prosto na kolejne zgaszenie. Wyciągnął rękę i uniósł piasek. Owinął go wokół siebie tworząc wiszącą zbroję wokół siebie. Rzucił się w dół prosto na nich.

-Panowie nie cofać się! 

Dwoje z nich próbowało przejąć kontrolę nad piaskiem owijającym się wokół Akihiro.

-Te gnojek..

Wyprężył swoje dłonie, lecz nic to nie dało.

-I powiedz siostro..

Obrócił się w jej stronę.

-Ktoś taki jak ja ma być avatarem!?

-Avatar?

Kapitan był znacznie zaskoczony tym co usłyszał. Przymrużył oko i jego twarz jakby się rozlużniła.

-TY!

Za nimi pojawiła się kolejna ściana piasku. Ów kapitan podskoczył do góry razem z Akihiro.

-Jeszcz ty!?

Sam Wushun pojawił się w środku miasta.

-Wypróję cię!

Zarzucił metalowym łańcuchem i owinął wokół jego kostki po czym cisnął nim prosto o ścianę budynku.

-Akihiro!

Nie mogła się biernie przyglądać i zaczęła tkać ogniem w stopach, po czym zeskoczyła na dół. Zaczęla ciskać z rąk ognistymi podmuchami. Akihiro stacił na chwilę przytomność u upadł.

-Ty padalcu..

Wściekła zaczynała ciskać coraz potężniejsym ogniem. Sami fukcjonariusze również się dołączyli.

----

Mellar kątem oka spojrzał się na leżące obok warzywa oraz owoce. Wysunął lekko palce i zacisnął oczy.

-Piach ci przytkał uszy.

-Nie, ale..

Szybko się obrócił i urządził im małe zamieszanie ciskając w nich ów roślinami. 

-Sorry chłopaki! Mam ważniejsze sprawy.

Chwycił za kilka ziół z nnego stanowiska i zaczął uciekać. Jednak nie przewidział nadlatującej strzały. Predarła się przez jego włosy.

-Mało wam?

Cisnął kolejnymi warzywkami, jednak nic to nie dawało tylko obijało lekko ic ciała. Jeden z braci biegiem się rzucił na niego i pochwycił za nadgarstek.

-Popatrz.

Chwycił za drugą rękę i przygniótł go prosto w ziemię.

-Stawia się ładnie!

-Przestań... duszę się.

-Duś się duś!

Przywalił mi w twarz z pięści.

-Bolało..

Nie mogąc się powtrzymywać otworzył tobół i użył wodnego bicza prosto w jego twarz. Obsunął się obrywając. Chciał uciekać, ale drugi z nich narzucił na niego wirujący łańcuch. Trafił idealnie zwijając jego nogi.

-Co jeszcze!

Próbował się uwolnić z uścisku. Starał się ciąć.

-Strzelaj, bracie Ran!

-Oczywiście bracie Zot.

Wycelował prosto w niego. Zauważył tą strzałę i zmartwił się.

-Nieeee..

Ale nim zdążył go powtrzymać. Wystrzelił strzałę i było słychać świst.Uformował tarczę i zamnił w lód. Na szczęście wystarczyło by zatrzymać kolejny strzał. Ludzie krzyczeli i dalej panowało zamieszanie.

-Było..

Zot niezauważenie ponownie zbliżył się uderzając z jeszcze większą siłą w twarz chłopaka

-Nie..

Padł na ziemię i próbował uciekać.

-Aoki.. muszę ci..

Przyskrzynił jego rękę  której wysypały się potrzedne środki.

-Tylko tyle? Bwahaha!

Zapakowali go do wora i zarzucił na plecy.

-Wracamy!

Biegiem ruszyli przed siebie, akurat zanim przybyła miejscowa straż pustynna.  

----

Wściekły Wushun sypał masywnymi piaskami, prosto w dziewczynę. Nie mogła mierzyć się z nadciągającą falą i w końcu zama została przyparta do gruntu. Sam komisarz widocznie stanął w jej obronie i odbił jeden atak.

-Dobrze, że miałem na was oko.

-Ten głos..

Odbił kolejną falę piasku.

-Jen-Wo!

Krzyknęła gdy kolejna fala się pojawiła przed nim.

-Kapitanie! To sam Wushun!

-Z drogi śmiecie!

Wkurzony owinął jednego z nich w piaskową gurdę. Zaciskał aż nie zostało po nim żadnego śladu.

-Muszę..

Dziewczyna zamarła, przed chwilą na jej oczach został zamodowany człowiek. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że mogła być to ona sama, kiedy została porwana. Nie mogła się ruszyć, ani krok.

-Mwhaha!

-WUSHUN!

Kapitan rzucił się prosto na niego siłując się z nim w pojedynku na miecze. Nawet nie robił uników, tylko blokował ciosy swoimi rękami. Wydawało się, że nie może ich przebić. Dwoje pozostałyc postanowiło zemścić się za śmierć współpracownika i równocześnie uderzyli w grunt wstrzasając piaskiem. Bandyta przez chwilę stracił równowagę, lecz nie padł. Na domiar złego miał właśnie pochwycić za całą czwórkę.

-Zamoruję was wszystkich na miejscu!

W oczach miał obłęd i był gotów ich zabić. Jednak nagle wyskoczył Akihiro osłaniając wszyskich kulą powietrza.

-Nie kiedy ja tu jestem!

Zwinnie machał rękami tworząc trąbę. Piasek unosił się tworząc nieco burzę. Prawą ręką wydawało się, że kierował samym piaskiem uwalniająch ich.

-WHAAH!

Osłaniał się rękami, próbując się przebić przez piasek. Akihiro wpadłw trans i skupił się maksymalnie. Utworzył z kuli wir i wycelował prosto w przeciwnika wyrzucając go w dal. Przebił się przez jeden z budynków i zniknął. Po tym chłopak padł na ziemię.

-Akihiro!

Jaknajszybciej przyczołgała się do niego.

-Nie odchodż..

-Spokojnie, nic mu nie będzie. Widocznie zemdlał.

-Teraz nas aresztujecie?

-Nie.

Pozostała trójka zdziwła się.

-Powinniśmy go skazać na śmierć!

-Mowy nie ma i słychać mych rozkazów! On ocalił wasze, życia więc okażcie mu wdzięczność!

Byli naburmuszeni, jednak nie mogli się nie zgodzić z jego zdaniem. Jen-Wo podszedł i pomógł jej.

-Tak się domyśliłem. To avatar prawda?

Dziewczyna milcząco przytaknęła twierdząco. On sam ponownie owinął swoją głowę bandaną i spojrzał przed siebie na aleję, gdzie właśnie podjechały samochody.Wyrzucił rękę w górę, a pozostali poszli za nim.

-Chyba jesteśmy bezpieczni bracie.

Otarła jego czoło i odsłoniła nieco włosy.


Pustynne Rody, Pustynia, Trakt do Halmy

Związany Meller został zabrany przez braci i rzucony prosto do pojazdu.

-Dobra robota bracie.

-Nie, to twoja zasługa.

Zatrzasnął schowek z chłopakiem i przetarł ręce.

-Łatwa brudna robota.

-W rzeczy samej!

Polizał nieco rękę, smakując sok ,który wciąż spływał po nim. Nagle na niebie było słychać świst i uderzenie.

-Szef?

Z piasku wysunęła się jedynie jego ręka. -Oni...

Wysunął się z miejsca lądowania.

-On...

Wkurzony cisnął masywną spiralą piaksu, aż nie padł.

-Szefie!

Jeden z nich podbiegł i pochwycił go.

-Puszczaj.. mam siły.

-Szefie, bracie. Nie bądżmy pochopni. Pamiętajcie, to plan naszej wspaniałej damy.

-Wkurzy się...

-Spokojnie szefuńcu.

Oboje się uśmiechali do siebie.

-Mamy kogoś nowego kogo chętnie będą chcieli odbić.

Wszyscy się zaśmiali i ruszyli prosto do oazy.


Siedziba Triady, Oaza Bakhu

Drzwi do karczy uchyliły się i po długiej podróży do środka weszła Kai-Lee.

-Wróciła!

Unosiły się kufle z piwami i trwałą dalej wrzawa.

-Nasza Kai-Lee z łupem!

Wkurzona kobieta zgniotła jedną z kryształowych ozdób i roztrzastkała.

-Gdzie jest Baku!

-Spokojnie szefowo. 

-Dokładnie. Staruch siedzi w swoim warsztacie.

-Idealnie.

Ucałowała jednego z nich w policzek i zwiebnym krokiem ruszyła prosto na scenę. Zauważyli jej poważną ranę i nieco zaczęli się podburzać. Jednak ta dyskretnei ich uspokajała miłym uśmiechem.

-Dzisiaj bawcie się, lecz jutro szykujemy się na wojnę! Czas by Triada pokazała prawdziwą siłę.

Wyrzuciła ręce na boki.

-Akihiro i Baku są zdrajcami!

Zapanowało głębokie poruszenie. Sam Baku i Akihiro nie byli wcześniej wybitnie traktowali i wielu z nich dużo wcześniej szykowało ostrza przeciwko nim.

-Będzie chciał przyjść po tego starca. Więc musimy.

Przesłoniła oko mając podły uśmieszek wyryty na ustach.

-Na ich się zaczaić.

Rozległ się szalony wrzask podjurzonych bandziorów i natychmiast wybiegli pochwycić jednego z nich.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki