FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek IX: Sekrety pustyni

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Ahihiro! Trening! Rohan stara się ujarzmić uczucia Akihiro jak i zaczyna z nim trening by zaprowadzić równowagę w jego duchu. Aoki i Mellar mają stanąć przed obliczem samego władcy by opowiedzieć o tym co stało się w oazie. Kai-Lee w końcu rozmawia się z Wushunem, który stracił swoją moc. Zadaje ostateczny cios sprawiając iż Trada jest jedynie wspomnieniem. Jak potoczą się ich dalsze losy?

Podziemia

Skały wciąż naciskały na ziemię. Spadały co nie miara. Nieco zagubieni wojownicy nie wiedzieli co mają począć. Powoli jednak huk się wycisza. Wysunęli głowy by sprawdzić i nastukało im kilka kamyczków.

-Ał..

Przetarł swoje włosy.

-Bracie! To parę kamulców.

Szybko wyrwał się na równe nogi i próbował dość do Kai-Lee.

-Ruszaj się!

-Zot, działasz zbyt pochopnie.

-Trzeba coś zrobić!

Nagle ponownie zaczęły się ruszać. Obsunęły się robiąc miejsce i zostały wyrzucone na bok. Do nich zblizyła się właśnie Kai-Lee. Była wycieńczona i wręcz padła.

-Za wiele tkałam.

Nie mogła się przez moment poruszyć.

-Naużywam trochę swojej mocy.

-Wszysto będzie dobrze szefowo.

Ściągnął swoją koszulę i przykrył ją. Odsunęli się znacznie dalej i stworzyli prowizoryczne schronienie, gdzie mogli przeczekać kilka dni.


Sarissa

W sali cesarskiej na pozłacanym tronie siedział sam Sulejman Ashar.

-Jen-Wo.

-Tak?

-Co mi sprowadziłeś?

Uniósł powiekę, a w jego głosie było słychać niezadowolenie.

-Jestem Aoki a to jest Mellar. Jesteśmy wysłannikami, którzy przybyli po avatara.

-Rozumiem.

Stuknął parę razy palcami o tron.

-Jednakże ten wasz avatar zdołał narobić w naszym królestwie niezłego bałaganu.

Pstryknął po czym skryba przyniósł mu papiery.

-Zniszczenie całej oazy, śmierć wielu magów piasku, zawalenie kopalni.

Przekręcił głową.

-Nie mamy wytłumaczenia na to co się stało.

Padła załamana wiedząc, że nie wybroni go.

-Panie!

Machnął ręką dając znak by się uciszył.

-Wystarczy! Świat wkracza w nową erę a zaszczyt iż avatar narodził się w naszym królestwie jest błogosławieństwe.

-Chcesz...

Podarł papier i wrzucił szczątki do naczynia.

-Byłem lojalny tradycji, jednak nie mogę się jej dalej trzymać.

Powoli uniósł się z tronu i zszedł do nich.

-Hmm..

-Powinieneś spocząć na swoim tronie.

-Podobasz mi się. Jak cię zwą?

-Mellar.

-Mellar.. ciekawe imię. Aoki.. tak? Powiedz. Czuję, że jest ci on bliski.

Kiwnęła głową.

-Akihiro jest moją jedyną rodziną. Jedynym kto mi został.

-Rozumiem.

Przymrużył oczy i wyciągnął rękę do dziewczyny po czym ją ugłaskał.

-Nie martw się. Masz moje słowo, że nie otrzyma kary śmierci.

-Panie!

-Rozumiem twoje niezadowolenie, jednakże jak wspomniałem. Tradycja nie przysłoni nam wszystkiego. Nawet omen.

Westchnął zastanawiając się czy jednak dobrze postępuje.

-Jednakże nieco bliżej wam to wyjaśnie.

----

Rok 175 AD

Stanąwszy w dolinach ujrzałem jak piasek wycofywał się. Niegdyś barbarzyńskie plemiona, rabusie i łotry zostali odegnani z tych krain. Ja Sulejman Ashar otrzymałem znak z nieba. Słoneczny dysk przesłonił na ułamek sekundy słońce.

Zbierałem przez trzy miesiące ludzi, a armia skutecznie zaczęła rozbudowywać miasto, aż w końcu powstała Sarissa, promień nadziei dla magów piasku.

Sam książę Wu pojawił się u bram naszego miasta. Wiedział o sytuacji i podziale królestwa. Dzięki niemu zyskaliśmy świadomość. Zawsze żyliśmy pod własną banderą, pod własnymi znakami.

Rok 176 AG

Zawsze byliśmy wolni. Każdy z nas żył niezależnie i teraz zjednoczyliśmy się. Nim minęły kolejne miesiące mój syn zasiadł na tronie Halmy. Miasta, które za czasów zjednoczyciela rozkwitło.

Rok 181 AG

Nie każdy jednak był w stanie zaakceptować tego stanu rzeczy. Mój drugi syn, Sanjar Ashar nie zgadzał się z mymi poglądami stworzenia państwa odosobnionego i niezależnego. W oczach miał chęć władzy.

Nim się spostrzegłem zniknął z mego dworu, lecz wiedziałem o jego przystąpieniu do Triady Wushuna. Kierował nią rozwijając swą zdolność tkania piasku i zyskaniu siły o której tak marzył.

Pozbywszy się konkurencji sam stał się ich władcą prowadząc ich do walk. Rabuje nasze miasta, lecz w wyniku walk traciliśmy wielu ludzi.

----

Skończył swoją opowieść, nieco przybliżając im historię.

-Niemożliwe...

-Mimo iż widziałem znak na niebie, straciłem coś co jest dla mnie najważniejsze. Moje dziecko.

Z oczu spływała mu łza.

-I choć bardzo bym chciał nie będę mógł mu w stanie wybaczyć.

-Mój panie..

-Dobrze się spisałeś Jen-Wo. Uratowałeś większość ludzi.

Kiwnął głową po czym powstał.

-Dzielnie broniłeś naszych tradycji, lecz taki starzej jak ja potrafi się zmienic to i ty.

-Wciąż mi to nie chce przejść przez gardło.

Zacisnął pięść.

-Jednakże przyjmuję to dziedzictwo.

-Wy natomiast młodzi posłańcy odpocznijcie byście mogli odnaleść avatara i go sprowadzić bezpiecznie.

-Dziękuje mistrzu Ashar.

-Również dziękuję.

Oboje ukłonili się władczy, po czym powstali i skierowali się w stronę wyjścia.

----

W korytarzu komisarz wciąż nie mógł uwierzyć w słowa swego władcy. Musiał się wyżył i rozładować emocje i uderzył kilka razy w Pilar.

-Musisz się uspokoić.

-Uspokoić?

-Słuchaj tradycja to fajna sprawa, ale każdy podlega prawom Aoki.

Zdziwiła się jego słowami.

-Stajesz po jego stronie!?

-Nie staję po niczyjej stronie.

Machnął ręką, gdzie on zrobił unik.

-Macie nieco racji. Przesadzam. Nie powinienem aż tak kwestionować jednak..

-Moje plemię czy naród ognia przechodziły podobne momenty. Wy tworzycie swoją własną historię na nowo. Przeszłość jest ważna, jednak ważniejsze jest tu i potem.

-Chronisz tak wiele ludzi.Wszyscy na tobie polegają.

-Heh..

Uśmiechnął się nieco, rozbawiony sytuacją.

-Wiele mądrego powiedzieliście. I pomyśleć, że dopiero dzieciaki z was.

-Dzieciaki!?

Wypięła się na niego.

-Przepraszam.. dzieckiem nie jestem.

-No proszę i kto wrócił do swojego poważnego zachowania.

-Cicho Mellar!

Ten rozbawiony roześmiał się podobnie jak kapitan. Sama dziewczyna nieco spuściła z tonu. Wciąż jednak czuła się dziwnie z myślami. Z jakiegoś dziwnego powodu czuła, że Akihiro jest bezpieczny.


Zielone tereny, gdzieś na obrzeżach Kraju Metalu

Akihiro kończył powoli swój kolejny trening. Sam dzięki drobnej pomocy na nowo zebrał w sobie energię i spokój którego mu zabrakło.

-W porządku!

Zarzucił ostatnie bagaże na zwierzaka.

-Skończyliśmy trening i powinniśmy ruszyć po twoich przyjaciół.

-Naprawdę wzlecimy? W oczach pojawił mu się błysk.

-Nie leciałeś nigdy?

-Jedynie Baku opowiadał mi o magach.

-Baku? Po namyśle.. gdzieś słyszałem to imię.

-Na razie chcę spotkać się z przyjaciółmi.

-W porządku!

Podniósł ręke do góry i wskoczył na zwierza.

-Wsiadaj. Nasz transport do kolejnego celu rusza.

-A masz pojęcie gdzie lecieć?

-Zaryzykujmy.

Ten się uśmiechnął i równie wskoczył na bizona, a właściwie do kosza.

-Proponuję to nowowagancką stolicę. Sam chciałem ją obczaić.

-Więc lećmy tam!

-Przystanek..

Pociągnął za liny,

-Sarissa!

Wzbili się w powietrze i ruszyli pędem przed siebie ku samej stolicy Pustynnych Rodów.


Podziemia

Zagubieni i wciąż tkwiący pod ruinami Zot i Ran próbowali wymyślić jakiś plan na ucieczkę z tego miejca. Szli jednak kierowani dziwnym myślami. Jakby coś nakazywało im iść w tym kierunku.

-Zot, to uczucie?

-Wiem bracie, jednak nie możemy się cofnąć.

-Cofnijmy się!

-Nie.. ono jest wspaniałe.

Nagle poczuł jak łańcuch wiązał jego rękę, a  Kai spadła z jego ramienia. Pochwycił ją natychmiast po upadku i tym razem odłozył na ziemie.

-Co ty mówisz bracie! Powinniśmy.

-Nie widzisz tego przydupasie! Ona zamordowała naszego lidera.

-Przecież sam widziałeś! Starała się walczyć o życie!

-Nie do wiary.

Parknął i się odsunął.

-Chcesz jej dalej wierzyć?

Kobieta traciła coraz bardziej oddech.

-Masz może racji.. ale zotawić ją w tym momencie?

-A mamy jakąś przyszłość z nią?

Odeszli na bok i rozgorzała między nimi poważna dyskusja.

----

Młoda jeszcze Kai-Lee stała przed półką w słynnej bibliotece w świecie duchów.

-Niewiarygodne.

Z radością otworzyła jedną z ksiąg.

-Tyle informacji.

Coś nagle stuknęło, był to jeden z lisów.

-Choć mały.

Podeszła do niego i pomogła mu. Nałożyła na jego głowę książki które mu upadły.

-Proszę.

Ten wstał i pobiegł dalej.

-Urocze stworzonko.

-Znalazłaś to czego szukałaś?

-Niestety nie mistrzu.

-Niedługo musimy wracać. Lepiej nie rozgniewać samego boga.

-Samo to spotkanie było całkiem wyjątkowe.

-Nie zmarnij tej nagrody.

-Nie zmarnuję!

Pobiegła nieco dalej, za tym samym lisem chcąc od niego paru informacji. Poprosiła go o księge gdzie spisane zostały dzieje całego świata. W końcu chciała zostać historykiem. Lis przyniósl jej jedną z ksiąg. Jedną z najstarszych jaka była. Spostrzegła w niej coć niezwykłego.

-Osoba, która przeżyła śmierć...

-Radzę ci nie igrać z tymi prawami.

Przed jej oczami pojawił się sam Shi Wong.

-Igrasz z niebezpieczną wiedzą dziecko.

-Chcę się jedynie dowie..

Ten zawiał swoim skrzydłami, wyrywając tą kartkę z księgi.

-Zasieś ją w bezpieczne miejsce.

Oddał ja lisowi, który natychmiast pobiegł dalej.

-Pozwolę ci zostać jedynie dlatego, że twój mistrz jest mi dobrym znajomym.

Kiwnęła głową będąc lekko przerażoną. On sam odleciał a dziewczyna spojrzała do księgi gdzie odkryła kulturę jeszcze sprzed istnienia avatara. Sama historia ją zdumiła. Człowiek kontrolujący energię duchową i naginający część praw natury. Musiała zachować ją dla siebie i pod nieobecność bożka schowała samą księgę.

-Wracamy już!

-Tak mistrzyni Jinora.

Pobiegła w jej kierunku i obraz, a właściwie sen zaczął się rozpływać.

----

Ocknęła się i otworzyła oczy, wodziła wzrokiem na bok. Słyszała z oddali krzyki swoich podwładnych, właściwie już jedynie przygłupów łażących za nią. Powoli wstała i skierowała się w ich kierunku.

-To co ustalamy?

Wysunął rekę i machał na boki.

-Mamy być jej lojalni? Wyjście jest na wyciągnięcie ręki!

-Bracie. W końcu szef był inny.

-Co masz na myśli?

Uniósł wymownei brew.

-Nie wiedziałeś?

-O czym?

-Królewska krew. Ponoć nowy był z królewskiej linii.

-I pomyśleć, że nie powiedziałeś..

Rozczarowany pokiwał głową. Nagle ziemia się ruszyła i wbiła ich w trumny.

-W końcu macie odwagę o tym mówić!

-Kai-Lee!

-Zgadza się.. macie rację, ale skoro tutaj tkwicie to zajmie wam trochę czasu by się uwolnić.

Sięgnęła ręką i zwaliła skały prosto na nich licząc, że pozbyła się kolejnej przeszkody. Sama ruszyła w dalszą wędrówkę. W końcu była blisko tak spełnienia marzenia. Wysięgnęła i naszyjnik i ząłożył go. Lśnił coraz bardziej.

Sarissa

Miłęły kolejne dwa dni. Aoki i Mellar korzystali z uroków królewskiego ogrodu. Podczas gdy dziewczyna siedziała na altanie zamartwiając się o Akihiro i własną bezsilność Mellar wymachiwał swoim ostrzem.

-I powiedz co ty odwalasz?

-Ćwiczę.

Zwiebnie zrobił wypadk w przód, po czymchwycił drugą ręką i wykonal cios z góry.

-Jesteś magiem, samam magie nie wystarczy.

-Niby tak.

Zarzucił miecz na ramię.

-Jednak mamy nieco tradycji we krwi.

-Widzę.

-Wyjątkowo podły humor masz.

-No a jaki mam mieć!?

-To spójrz w górę!

Wskazał na niebo. Dziewczyna wstała i spojrzała. W pierwszech chwili nie zauważyła cienia. Nadleciał wielki bizon. Wylądował na dziedzińcu i natychmiast pobiegła w jego kierunku. Mellar wywalił uśmiech i sam spokojnie podążył.

-Akihiro!

Zauważyła jak schodził i rzuciła mu się w ramiona.

-Co ty sobie wyobrażasz...

Uderzyła go kilka razy w klatkę piersiową.

-Przyjmuje tą winę. Poniosła mnie moja własna moc i emocje.

Przymknął oczy.

-Wróciłem i..

Nagle ta odeszła i wysadziła kopa prosto w maga powietrza, który padł w tył. Mellar i Akihiro zaniemówili.

-Woo.. zluzluj!

-ON GO PORWAŁ!

-Miłe powitanie...

Pomasował swój policzek. Powoli też powtał z trawnika.

-Czekaj..

Przyjrzała mu się bliżej. Rozpoznała w nim znajomą osobę, choć widziała go tylko chwilę.

-Jesteś bratem Jinory!

-Dzięki. Mogłaś jednak przed kopniakiem zauważyć wtedy byśmy oszczędzili sińców.

-Wybacz jej. Ma jakoś wybuchowy temperament.

-KTO JEST WYBUCHOWY!

Z przerażeniem cała trójką na nią patrzyła.

-W każdym razie. Akceptuję.

Ukłonił się przed nią.

-Zgadzam się przyjąć rolę avatara. Jednak najpierw chcę przyjąć karę. Za to kim byłem i co zrobiłem.

Ich oczy spoważniały i atmosfera zamieniła się też w taką. Sam Mellar od razu podszedł do niego i położył rekę na ramieniu.

-To była bitwa i trzeba było liczyć się z ofiarami.

Dziewczyna sama podeszła do niego.

-Chciałeś mnie bronić  i swojego mistrza.

-Przyjaciele...

Powiedział po cichu i rzucił się w ich ramiona. Sam Rohan z zadowoleniem przyglądał się tej scenie. Cały ból i złość na Aoki mu przyszły.

-No choć do nas.

Skwitował Akihiro.

-Oj tam, drobna pomoc.

-Ah wy magowie powietrza i wasza skromność.

-Pomogłes mu tak?

Znowu się so niego zbliżyla. Powoli zbliżała swoją twarz do niego, ten się wycofywał.

-Puszczę ci to płazem.

-Twoja litość nie zna granic.

Całą czwórka po tym komentarzu Mellara wpadła w śmiech.

-Właściwie, jedna kwestia. Mellar, zanim ruszymy. Naucz mnie magii wody. I ty Rohanie, pomóż dopracować moje tkanie powietrzem.

-Zacznijmy od razu!

Wyrzucił rękę ku górze i całą trójką pobiegli nieco dalej. Sama Aoki powoli się wycofała. Siadła ponownie na ławce i przyglądała się im.

-Drużyna avatara.

Powiedziała i uśmiechnęła się. W myślach krążyło jednak złe przeczucie. Że na tym się jeszcze nie skończyło. Ten nagły wyjazd wladcy do Halmy jak i poszukiwania w oazie Bakhu. Na dodatek rozkaz by wpuścić avatara bezrosko do miasta. Czuła iż nie znała całej prawdy.



Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki