FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek I: Triada Wushun

ooooooooooNastępny →


Oaza Bakhu

Pustynie.. najbardziej zdradziecki teren Królestwa Ziemi, gdzie pomimo rozwiniętej technologii i zapewnionego bezpieczeństwa przez lokalne siły wciąż na terenie zagrażają bandy. Gromady osiłków wciąż nękają południowe rejony, a Oaza Bakhu jest jedną z ich kryjówek. Niegdyś znana placówka górnicza, gdzie wydobywano cenne kruszce jeszcze za czasów panowania Kuviry, teraz przystań dla zdeprawowanych. 

W samej oazie znajdują się wciąż przestarzałe budowle z kamiennych skał, okrytych drewnianymi strzychami. Gdzieniegdzie wystawały prosto na ścieżkę. gdzie kwitł czarny rynek. Mimo wielkiego kryzysu na południowych ziemiach, rzezimieszki rosły w siłę.

Jednej w tawern gdzie przez nowoczesną usługę zwaną telewizją nadawano komunikat bardzo ważny dla całego świata. Była to bardzo ważna rocznica, jednak potwornie przygnębiająca.

- Cykl awatara trwa wiele lat. Jednak ostatnia Awatar Korra zatraciła się. Podczas misji w Kraju Ognia w tajemniczy sposób ginie. To tylko czubek..

Nagle słychać trzask szklanki i rozpadającego się radia.

- Hah! Ile to lat Wushun? Dwadzieścia?

Skierował wzrok na masywnego mięśniaka stojącego po przeciwnej stronie z wielką wazą wypełnioną trunkiem.

- Ta!

Wziął wazę i zaczął z niej sączyć.

- Dobrze to przysłużyło naszym ludziom.

Nagle przez drzwi słychać trzask.

- Wypieprzaj..

Odepchnął starca od siebie.

- Co znowu akcja była?

- Nie interesuj się.

- Huh?

Zaczął się uśmiechać.

- Młody znowu dał ciała?

- Młody? Co ty! Bystrzacha z niego.

Rzekł jakiś jeden siedzący obok.

- Ostatnio nawet mojego piaskowca naprawił.

- Stary dziad i uczeń.

Strząchnęli się kuflami.

- Czyż to nie urocze?

Kobieta o dość zgrabnej urodzie przymilała się do ów mężczyzny.

- Coraz bardziej gnojek zaczyna mnie denerwować.

- W ogóle gdy by on rządził.

Zapaliła się mu czerwona lampka. Wstał odszedł z swojego miejsca.

- Oo rzadko kiedy cię ktoś tak interesuje.

Wziął kufel i jak gdyby nic zapijał sobie. Jednak jego szef nie był zadowolony z tej uwagi. Podniósł się i pochwycił go za szyję. Rzucił nim o ścianę, podążając za nim przyciskając masywną dłoń do gardła.

- Kh

Ścisnął mocniej.

- Masz więcej uwag?

- Nie..ee..

Pulsowała mu żyłka na szyi.

- Nie słyszę!!!

- Nieee.. Khh

W tejże chwili puścił go i padł na ziemie, próbując złapać oddech.

- Baku! Wciąż ci mało?

Do niego podeszła ów kobieta siedząca przy nim.

- Kai Lee, potrafię wprowadzić porządek.

- Oczywiście ukochany.

Podeszła i objęła jego ramię.

- Pamiętaj jednak o dzisiejszym zadaniu.

- W triadzie Wushuna nie będzie słabeuszy!

-Kochanie.

Wbiła w niego iście paraliżujący wzrok. Uległy jej odpuścił.

- On jest mechanikiem i gdyby nie on nie doszlibyśmy do tego wszystkiego.

- Hmpf..

Obrócił się i poszedł zająć się swoimi sprawami. Kobieta obsunęła się i pomogła wstać nieszczęśnikowi.

- Twojej pomocy nigdy dosyć.

- Przestań komplementować. Ratuję cię tylko dlatego, że będzie z tego korzyść.

- Wdałaś się w jego urok.

Pomasował lekko swoją szyję i zaciągnął spodnie.

- Lepiej idź po młodego.

- Chcesz na nim się wyżyć?

- Skoro zachwalasz to jest robótka dla niego. Boisz się o niego?

Odstawiła kieliszek na blat, sięgając po półkę wypełnioną dostępnymi trunkami. Są to najczęściej destylowane owoce z lokalnych miejscowości.

- Gdzie on?

- Pewnie znowu siedzi na górze. 

- To leż po niego!

Otworzyła jedną z butelek i zaczęła sobie nalewać. Nie chcą mieć kłopotów udał się go szukać.

- Jasne...

Niechętnie ruszył się zgodnie z poleceniem kobiety.

~*~

W tym tym samym czasie w górnym pokoju wspomniany chłopak właśnie przesiadywał. Było to dość ciasne pomieszczenie, jednak wystarczające dla jednej osoby. Niewielki stołek, drewniane łóżko z liści palmowych oraz masywna kamienna szafa. Wszędzie gdzie, nie spojrzeć znajdowały się części.

- Ile to minęło lat?

Wysunął lekko swoją dłoń mając w dłoni kartkę z informacją o tragicznej śmierci Korry.

- Dlaczego musiałaś umrzeć?

Wkurzony ścisnął kartkę i rzucił zza okno. Chwilę potem strumień wiatru z jego dłoni rozdarł kartkę na strzępy.

- Wrr..

Machnął gniewnie ręką.

- Znowu to zrobiłem.

Zszedł z wnęki okiennej i siadł nerwowo na łoże.

- Mogło to kogoś innego spotkać.

Przyłożył dłoń na czoło i przymrużył oczy chcąc zasnąć. Pokrzyżowało mu jednak donośnie walenie do drzwi.

- Młody jesteś?

- Baku!

Chłopak widocznie poczuł się lepiej i natychmiast otworzył drzwi.

- Świetnie cię widzieć.

Rzucił się mu w ramiona jak to miał w zwyczaju. Ciało starca jednak odczuwało to dotkliwie.

- Meh to zależy.

Przekręcił głową.

- Znowu szef Wu nie w sosie?

- Mało powiedziane. Ech... Jestem coraz starszy i słabszy.

- Ile już? Pięćdziesiąt?

Nagle oberwał po uszach.

- No ej..

-Akurat tego nie wypada.

- No weeź. 

Zajął miejsce na krześle, staruszek siadł na łożu.

- Czyżbyś znowu o niej myślał?

Nagle poczuł się zakłopotany.

- Dobrze wiesz.

- Młody spokojnie. Jeszcze nigdy dobrze nam się tak nie powodziło. Nie ma co z nią.

- Tylko ciągle rabujemy. Chciałbym jednak nieco innego. Wolałem jak wcześniej podróżowaliśmy.

Rzucił, czując w głębi serca iż chce stąd uciec.

- Chcesz pójść w ślady swoich braci?

Nagle chłopak się uniósł zdenerwowany. Nienawidził tych słów.

- Ja nie mam rodziny!

Kopnął wkurzony w stołek i siadł ponownie na wnęce okiennej.

- Uspokój się. Starczy mi jeden łomot na dzień.

- Tylko wiesz o tym jak tego nie znoszę.

- Urok tego wspaniałego cydru.

- Nie wątpię.

Staruszek uniósł swoją butlę i podał młodemu. ten otworzył i wziął jednego łyka.

- Dzisiaj będzie kolejny napad.

- Taa? Ciekawie...

- Sam Wushun  i Kai-Lee kazali cię sprowadzić. 

- Powiedz mu, że nie idę.

- Zrozum mnie dobrze. Chętnie bym zdechnął, ale do cholery chcę wciąż delektować się tym cydrem więc rusz tew kroki.

-Przestań stary grzybie, bo znowu wywalę cię za to cholerne okno!

Zderzyli się głowami i siłowali, ale o dziwo humory im dopisywały. Nagle go odrzucił do tyły i wpadł na łóżko, rozwalając ramę.

-Haha! Wciąż pełen werwy.

-Zawsze wiedziałeś jak się rozładowuję.

Podszedł do szafy i pochwycił za niewielki, skórzany tobół z pasem i przypiął go pod koszulą.

~*~

Na dole wciąż trwała poważna balanga i zebrało się znacznie więcej osób. Wszyscy w dłoniach mieli kubły wypełnione nietuzinkowymi trunkami i dobrze się bawili. 

- Hmm...

Stojąc na wielkiej scenie obserwował wszystko wokół i wciąż czekał na zejście chłopaka.

- Zaczynamy?

- Zaraz skończy mi się cierpliwość.

- Cii...

Objęła go.

- Za moment zejdą. 

I jak powiedziała tak się stało. Baku wraz z Akihiro schodzili ze schodów. baku uniósł kciuk w górę dając znak, że może już zacząć.

- CIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISZAAAAAAAAAAAAAAA!

Wydarł się na całą tawernę, przygłuszając zgromadzonych ludzi.

- Wszyscy jesteście tutaj z ważnego powodu. Dokładnie kilka kilometrów stąd pojawi się kolejna dobroczynna pomoc z tej przebrzydłej powietrznej nacji. Ludzie doniosę, że tym razem będzie nie tylko cenny towar. 

Uniósł dłoń.

- Triada WUSHUNA znowu przejmie kolejny ładunek i pokażemy tym żałosnym siłom porządkowym kto włada pustynią!

Rozległy się obrzaski i zapanowało ponownie wzburzenie, tym razem oznaczone wielką ekscytacją.

- Jutro w nocy wraz z młodym, zabierzemy ich skarby.

Nagle poczuł pot na swojej skórze.

- Ze mną?

Spojrzał na swoje dłonie.

- Wyrwać...

Zaczął myśleć. Czy możliwe, że teraz będzie okazja by uciec?

Wrzaski i wiwaty nabrały na sile. Każdy liczył się ze zdaniem szefa.

- W porządku.

Akihiro z podekscytowania zaciskał pięści, wiedząc że to może być jego szansa. Szansa na ucieczkę z tego miejsca. 

- Akihiro! Kai Lee! Wieczorem zostaniecie poinformowani o szczegółach. Póki co czekajmy na łupy.

Machnął ręką chwytając za kufel, samemu zaczynając się bawić.

- Mam z nią pracować!?

- Haha zazdroszczę ci młody.

Klepnął go po plecach.

- Każdy o niej marzy.

- Masz odwagę mówiąc to tutaj.

- Haha! Ryzykant ze mnie. I kto tutaj jest stary.

- Heh.

- Baku!

Nagle jakaś starsza kobieta, mniej więcej jego wzrostu pochwyciła go za rękę.

- Choć tutaj do mnie!

- Młody rozluźnij się.

Szarpnęła nim i razem zniknęli gdzieś w dali. Sam chłopak próbował znaleźć sobie miejsce, lecz nagle jego plan został pokrzyżowany.

- Młody idziemy.

- Sam Wushun..

Nie mógł uwierzyć, że chciał go widzieć. 

- Dzięki, za wspomnienie i w ogóle ale..

- To nie była prośba.

- W porządku.

Posłusznie poszedł razem z nim.


Miasto Republiki, świątynia powietrza

Tymczasem w świątyni powietrza skończyły się właśnie uroczystości z okazji rocznicy śmierci Korry. Stary Tenzin stanął przy stawie spoglądając w taflę wody.

- Och Korro.

Po oczach spłynęła mu łza.

- Dlaczego nie byłem w stanie cię ochronić.

- Tato?

W cieniu, na wejściu mostu pojawiła się smukła sylwetka.

- Jinora?

Obrócił się i spojrzał się. Zauważył swoją już dorosłą córkę.

- Znowu się obwiniasz?

- Przepraszam. Obiecałem sobie, że będę silny.

- To nie twoja wina tato.

Objęła go chcąc go wesprzeć i pocieszyć.

- Czuję się już tak staro.

- Wciąż się dobrze trzymasz.

- Gdybym tylko mógł wtedy pójść z nimi..

Obrócił głowę w stronę Jinory i przytulił ją. Na most nagle wbiegła nastoletnia dziewczyna odziana w dostojne szaty.

- Jinora. Możemy już ruszać wraz z Mellarem.

Spojrzała się za siebie widząc jak wymachuje znowu swoją bronią.

- Meh...

- Aoki!

Obsunęła się od ojca i podeszła do niej.

- Przepraszam, całkiem zapomniałam o tym.

Tenzin wydał się zaskoczony całą sytuacją.

- Co się dzieje?

- Nie chciałam cię tym obarczać tato. Poznaj Aoki . Zgodziła się ruszyć by odnaleźć nowego Awatara.

Poczuł nieco ulgi w swoim sercu, że jednak jego córka obejmie ten zaszczyt i zajęła się tym. On sam nie mógłby się już zająć. Martwiło go całkiem co innego.

- Nigdy nie miałaś przede mną tajemnic.

- Wybacz.

Ukłoniła się oddają mu szacunek i przepraszając. Ten nic ie powiedział tylko przytaknął i wykonał lekki ukłon.

- To ja jestem dumny. Moja córeczka dorasta.

- Nigdy cię nie zawiodę.

- Wiem.

Ostatni raz go przytuliła i opuściła go udając się z Aoki.

- Miły człek.

- I kochany. Ile to razy to okazywał.

- Musiało ci się żyć przednio.

- Oj to były najlepsze lata.</span>

- Rozumiem o czym mówisz.

Uśmiechnęła się wymownie.

~*~

Dziewczyny przemierzały przez pawilon, prosto na górę gdzie czekał na nich transport. Niewielkie wzniesienie wymagało jednak nieco kondycji i dziewczyny umiliły sobie przejście choć krotką pogawędką.

- Tenzin wyglądał na dość dobitego.

Stwierdziła wyczuwając jednak, że coś mogło być nie tak.

- Ojciec zamknął się kilka lat temu. Ciężko nam się porozumieć. 

- To musiałoby być przykre. 

Na myśl przyszła jej wiadomość dotycząca uprzedniej Avatar. W końcu Tenzin nauczał Korrę.

- Każdy z nas cierpi i nie możemy o niej zapomnieć. Ale musimy iść też naprzód.

- Wiadomo w ogóle kto się tego dopuścił?

- Wciąż nie wiadomo.

Odparła z rozczarowaniem.

- Hej.,. coś nie tak?

- Nie...

Widać jednak było, że coś jest na rzeczy.

- Nie oszukuj.

Odetchnęła i postanowiła wyznać jej podejrzenia.

- Wiesz, że owe wydarzenie miało miejsce w Narodzie Ognia. Tamtejsza władczyni powoli zamykała drogę do swojego królestwa. Padają podejrzenia, że kraj się mógł w to wmieszać.

- Nie miałam pojęcia.

- To nie jest coś czym można się chwalić każdemu.

Nagle krzaki zaczęły szeleścić.

- Moment!

Obie dziewczyny wyjątkowo się skupiły. W dłoniach rozpaliła ogień, druga była gotowa cisnąć powietrzem. Nagle z krzaków wybiegła wiguna. Są to dość masywnej budowy zwierzątka przypominające wiewiórki, jednak z nieco bardziej wyłupiastymi oczami.

- Nie uciekaj!

Wyskoczył z krzaków i  się rzucił na nią, jednak stworzonko szybko odskoczyło i uciekło.

- Ahhh..

- Mellar! To ty nie szedłeś za nami!

Zaskoczył ją lekko widok.

- O! Już jesteście?

Obrócił się przyjmując seksowną pozę.

- Oczekiwałem was. W końcu wlekłyście się!

Nagle oberwał orzechem.

- Nie wkurzaj mnie!

Dziewczyny rozweseliły się nieco i ochłonęły.

- Niech cię nie martwią twoje problemy. Odnajdziemy Awatara.

- Dziękuję wam.

Ukłoniła się i obróciła się. Zagwizdała i na niebie uniósł się młody bizon. 

-Latający bizon!

Podbiegł i go przytulił.

-Słyszałem o nich.

-Proszę. Aoki dosiądź się i na pewno pomoże wam w drodze.

-Więc co ruszamy?

Wskoczył do kosza na bizonie.

- A pamiętajcie jeszcze by dostarczyć ten towar do Halmy. Liczę, że to nie problem.

- W końcu to duże królestwo. Gdzieś trzeba zacząć.

Wskoczyła na cugi i władował się prosto do kosza. Zasiadła na przodzie i pochwyciła za liny.

- Hop, hop.

Pociągnęła za smycz i odlecieli.

- Powodzenia.

Odmachała im, życząc powodzenia.

- Oby wam się udało.

Oaza Bakhu

Razem weszli do gabinetu, okrytego masą kosztowności, zdobieniami, skórami i wieloma drogocennymi dziełami.

- Jak się mogłem spodziewać, żyjesz jak przystało.

Z pogardą spoglądał na chłopaka.

- Przestań stroić żarty.

Zatrzasnął drzwi, zaraz jak weszła Kai Lee. Pochwycił chłopaka i dosłownie umieścił na siedzeniu.

- Jesteś jednym z najlepszych w Triadzie. Wiesz o tym prawda?

- No.. powiedzmy, że napady dobrze szły. W końcu dopuściliście mnie.

Stwierdził będąc z lekka niezadowolony, że tak późno.

- I W TYM RZECZ!

Uderzył o stół roztrzaskując je na drobne kawałki.

- NIE WAŻ SIĘ PODWAŻYĆ MOJEGO PRZYWÓDZTWA.

Wystawił rękę i ziemia natychmiast przyskrzyniła chłopaka w litej skale.

- ROZUMIEMY SIĘ!

- TAAK! TAAK!

Skały jeszcze bardziej zaczęły go przygniatać, aż nagle kobieta pochwyciła go za dłoń.

-Skarbie. Dzisiaj zbyt wiele razy cię pouczałam.

Ten tylko mrużył oczami i wypinał się. W końcu jednak odpuścił. Sam Akihiro uwolnił się z skał i padł na ziemię.

-Wynoś mi się teraz z oczu.

Szybko się cofnął. jednak na chwilę zatrzymała go dziewczyna.

- Weź to i zapoznaj się.

Była to zwinięta mapa. Schował ją dyskretnie w pasie i wybiegł.

- Szczegóły naszej akcji.

Kiwnął porozumiewawczo i natychmiast wyszedł z pomieszczenia. Oboje zdawali się mieć złe intencje wobec niego.

~*~

Po kilku godzinach siedzenia w samotności, późnym wieczorem w końcu odważył się pochwycić za owe plany. Obsunął koszulę do góry i rozłożył powierzone mu plany.

- Szlak handlowy?

Przyjrzał się jeszcze raz i przesunął palcem po mapie.

- Czeka nas długa droga. 

Nagle drzwi się rozwarły i wpadł lekko pijany Baku.

- Staruszku..

Natychmiast odsunął plany na bok, by nie zauważył i podbiegł mu pomóc. Ułożył go na rozwalonym łożu.

- Ale się działo!

- Cii...

Zamknął za sobą drzwi. 

- Nie może cię znaleźć.

- Kto? Wushuna?

- Rany.. ale się zalałeś.

Przykrył go jednym liściem.

- Będzie mi ciebie brakowało.

Z uśmiechem przyglądał się jak zasypiał i wrócił do swoich spraw. Przestudiował dokładnie mapę. Po chwili znowu rozległo się bicie do drzwi. 

- Mała zmiana planów.

- O czym ty mówisz?

- Mówię ci tu i teraz. 

Podeszłą i pochwyciła za materiały.

- Ruszamy.

- Teraz? A nie z rana?

- Powiedzmy, że informacje.. uległy drobnej zmianie.

Skierował się prosto na sam dół. Nagła zmiana? Musiało coś się dziać na rzeczy.

~*~

Natychmiast po tej informacji udali się do warsztatu gdzie stał jeden z piaskowych żaglowców. Był on jednak znacznie ulepszoną wersją i w przeciwieństwie do swoich starych przodków nie wymagał użycia magii ziemi.

Kobieta uniosła metalową bramę, po czym podeszła do kadłuba i otworzyła bagażownię

- To...

- Łap mały.

Rzuciła mu linę z hakiem.

- Przyda ci się.

- To w końcu co robimy?

- Misja we trzech. Ty ja i ...

Nagle w impetem wpadł sam szef.

- Ja jeśli nie boisz się.

Starał się trzymać pozory silnego, ale nie mógł okazać słabości.

- Zobaczymy.

- Ładuj się, zaraz dołączymy.

Chłopak bez słowa wykonał rozkaz i wsiadł na pokład. Oni zaczęli się śmiać do siebie.

- Zaczynana mi być go szkoda.

Podrzucił klucz i wsiadł wraz z nią i wystartowali.

- Zobaczymy.

- Szkoda mi chłopaka i tych magów.

Zatrzasnął za sobą wejście i skierowali się na mostek.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki