FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek VIII: Upadek Triady

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w legendzie Akihiro! Czas na wielką zmianę. Akihiro ponownie wkracza w stan avatara, lecz nie jest w stanie nad nim zapanować. Przesądza o całkowitym losie potyczki w oazie. Lecz to co robi zwie się mianem ludobójstwa. Podczas gdy siły się wycofują i cudem uciekają od niego sam zostaje zabrany przez tajemniczego maga powietrza. Aoki i Mellar są w potrzasku, Akihiro nie w pełni świadom podczas gdy Kai-Lee widocznie ma zamiar ponownie odmienić los wielu.


Sarissa

Droga trwała aż cały dzień. Popychani niesamowitym tempem w końcu trójka bohaterów dotarła przed bramy miasta stolicy, będącym największym symbolem nowo powstałego narodu. Miasto wyglądem zupełnie nie przypomina Halmy. Jest ono znacznie bardziej nowocześniejsze. Dzięki skutecznemu handlowi oraz pomocy archiektów z Omashu całe miasto przypomina dzielnicę niegdyś tętniocego życiem miasta republiki.

Asfaltowe powiechrznie, kamienne chodniki a pomiędzy nimi przeznaczone miejsca gdzie rosną palmy. Sieci sklepów na najniższych poziomach są uciechą całej społeczności. Na wyższych kondygnacjach znajdują się tradycyjne mieszania. W porównaniu z sąsiednim miastem tutaj o dziwo nie obowiązują tak rygorystyczne podziały.

Jedna część nie pozostała zmieniona. To pałac, nieco wynioślejszy lecz wciąż pozostawiony w samym centrum miasta. Ma on reprezentować siły rządzące miastem jak i splendor ów państwa. Choć pałac wygląda na stary powstał niewiele wcześniej niż samo miasto.

Do tego miasta właśnie wjechała ekipa. Mellar powoli się budził po całonocnej podróży.

-Wooow..

Zachwycił się widokiem.

-Spójrz na to!

Szarpnął dziewczynę, która się przekręciła.

-Daj spać..

-Musisz spojrzeć!

Nie bacząc na jej burkanie znowu ją obudził.

-No co.. oo..

Sama została pochłonięta przez ten widok.

-Jesteśmy w Republice? Jak!

-Nie jesteśmy.

Odrzekł Jen bacznie prowadząc pojazd.

-To bardziej przypomina miasto, choć to wciąż nasze tereny.

Wskazał na obiekt.

-Widzicie?

-Żółte stroje jak twój.

-Symbole i kolory dwnych nomadów piasku.

-Piasek..

Pomruknął.

-Mam go nieco dość..

-Wolisz wrócić na swoją taflę lodu?

-I to jak..

-Hehe! Niedługo pewnie wrócisz.

-Wrócę, ale w ciekawszym celu.

-To co z tą sprawą.

Nagle przyśpieszył, wbijając ich w siedzenia.

-Co to miało znaczyć!

-Wyboista droga.

Uśmiechnął się, chcąc odwlec nieco rozmowę. Szczególnie iż zbliżali się już do celu.

----

Bez żadnych ogruszek udali się prosto do bram.

-Stażnicy!

Krzyknął prosto do dwóch stojących ludzi.

-Jak śmiesz..

Podszedł do niego i nastawił włócznię.

-Ejejej!

Uniósł ręce i ukazał dokument.

-Wiesz kim jestem?

Przez chwilę przyjrzał się, po czym nagle spoważniał.

-Otworzyć bramę!

Krzyknął do innych strażników i natychmiast podbiegli do kołowrotków.

-Kim ty w końcu jesteś!

-Jen-Wo.

-Mamy na myśli te inne sprawy.

-No fakt. Nic o mnie też nie wiecie.

Brama powoli się uchyliła i cała trójka ruszyła przed siebie.

-Jak się domyśliliście nie jestem zwykłym komendantem.

-Jesteś generałem prawda?

Skwitował Mellar.

-Zauważyłeś?

-Nie chciałeś pokazać pełni możliwości z jakiegoś powodu.

-W rzeczy samej.

-Skoro mogłeś nam pomóc to dlaczego!

-Jesteśmy młodym narodem, jednak panuje tutaj zasada. Nie ukazujmy naszej siły przedstawicielom innego narodu. Wiąże się to poniekąd z polityką prowadzoną przez naszego władcę.

-Co to za polityka!?

-Znacie historię i wiecie, że w wielu czasach pojawiał się "Wielki Zjednoczyciel". Chcemy uniknąć takiej sytuacji będąc odrębnym narodem a nie prowincją. W czasas gdy Kuvira rządziła tymi terenami była strasznie napięta sytuacja. Wy jednak jesteście za młodzi by pamiętać te wydarzenia.

-I co było dalej?

-No! Ciekawie zaczyna być.

-Ojciej mojego pana dostał zaszczytu od Księcia Wu i pozwolenia na stworzenie własnego niezależnego państwa. Zjednoczył rozrzuconych nomadów piasku, jednakże miało to swoje plusy i minusy. Na tym terenie działało wiele szajek przestępczych.

-Między innymi Triada!

-Ale jej już nie ma.

Spojrzałą prosto w oczy maga wody.

-No i właśnie lepiej! Akihiro wyeliminował całą szajkę.

-To nie takie proste.

Odpowiedział.

-Tu właśnie tworzy się problem. Użył swoich mocy i mimo, że pozbył się triady to jednak wielu naszych ludzi i moich podwładnych zginęło podczas tej akcji.

-Trzeba było się liczyć z tym.

-Liczyłem! Nie na tylu.

-W końcu to wojna!

-Wewnętrzny konflikt z którym sami musimy sobie radzić.

-Istnieje Zjednoczona Republika!

-Zjednoczona Republika?

Parsknął śmiechem.

-Lepiej idżcie za mną.


Zielone tereny, gdzieś na obrzeżach Kraju Metalu

Avatar siedział przy niewielkim żródle wody. Na północy znajdowało się wiele płytkich jeziorek, gdzie przez chwilę można było zaznać odpoczynku.

-Smakuje ci mały!

Rzucił przed bizonem siano.

-No pewnie, że tak kochany.

Pogłaskał go po głowie.

-Powiedz mi w końcu kim jesteś.

Obrócił się i spoglądał na nich.

-Luzz! Trzeba nakarmić małego.

Klapnął zaraz obok niego.

-Trzymałem cię cały dzień w niepewności.

Wystawił rękę i uścisnąl.

-Mag powietrza i najzdolniejszy z naszego narodu, Rohan!

-Ta.. Akihiro..

-Avatar.

-Jak!? Ahh.. nieważne.

Spojrzał z skwaszoną miną na bizona.

-Pewnie ty mu pokazałeś.

Bizon jedynie zawył.

-Poro taki jest. Wścibski i ciekawski.

Klepnął go po ramieniu.

-Martwi mnie co innego.

-Też się martwię.

-Baku, Aoki?

Nagle rozbolała go głowa i pochwycił za nią.

-Jak!? JAK!?

-Krzyczałeś całą noc.

Wstał i obrócił się.

-Nękają cię koszmary.

-Widziałem śmierć mojego zastępczego ojca. Bladego pojęcia nie mam co dzieje się z Aoki i zniszczyłem całą osadę z również niewinnymi ludżmi.

-To co zrobiłeś jest niewybaczalne.

Pokręcił głową.

-Jednakże musisz się pogodzić i nauczyć się żyć z tą decyzją.

Pochwycił go za ramię by poszedł za nim.

----

Oboje siedli nieco dalej, na otwartej przestrzeni gdzie rozciągały się góry.

-Musisz nauczyć się pogodzić sam ze sobą.

Złożył nogi i uniósł ręce.

-Zgoda?

Sam przysiadł naprzeciwko i naśladował go.

-Muszę. Musze.

-Nie zmuszaj się.

Otworzył oczy i to pierwsze co mu nasunął.

-Zmusić się do tego nie możesz, musisz otworzyć umysł.

Podszedł i sam zmusił go do zamknięcia oczu.

-Nasłuchuj się w myśli.

-Nadłuchuję.

Starał się skupić same myśli.

-Opowiedz.. kim był dla ciebie Baku...

Otworzyły się jego usta i zaczął opowiadać..


Bakhu

Rok 181 AG. Triada Wushuna działa już zaledwie ok kilku lat i wciąż pozostają nienakryci. W tym miejscu Baku właśnie zatrzymał się z Akihiro.

-No hop mały.

Bierze go na barana.

-Gdzie jesteśmy? Fajnie tutaj!

-Jesteśmy mój drogi w naszym domku. Przynajmniej na jakiś czas.

-Ile ludzi.

-Ej ty!

Nagle doniósł się krzyk, był to nikt inny jak młoda Kai-Lee.

-Jesteś?

-A zwykłym podróżnikiem.

ściągnął chłopaka z pleców i podszedł do kobiety.

-Mechanik, porzuciłem właściwie swój naród i nie mam gdzie się podziać.

-To dobrze się składa.

Z przymrużeniem oka spojrzała się na trzynastoletniego chłopaka.

-A to jest?

-Akihiro, jest moim synkiem.

-Synkiem?

-To mój tato.

Przytulił się do niego.

-Nie wiem czy wiesz..

Przyszepnęła mu na ucho.

-To nie miejsce dla niego.

-Spokojnie, na pewno nie będzie prze..

Nagle wysypały się jego zabawki z plecaka. Każda z nich reprezentowała inny symbol.  Kobieta przyjrzała się im.

-Czy to twoje?

Podeszła i pozbierała część z nich.

-Mhm.

Wziął od niej i schował do plecaka.

-Oj chłopcze.. mówiłem byś uważał.

-Nic się nie stało.

Wstała na równe nogi.

-Możecie tutaj zostać,

Pstryknęła i podszedł jakiś pan.

-Zaprowadż chłopaka do izby gdzie będzie mógł się pobawić. Baku, ty pójdziesz ze mną. Sprawdzisz kilka rzeczy i przedstawimy ci co i jak wtedy.

Zaskoczyła go ta nagła zmiana, lecz nie mógł sobie nic innego wymarzyć.

----

Wieczorem tego samego dnia Baku zmęczony przyszedł do iuch nowej izby. Sam chłopak ucieszył się bo umeirał właściwie z nudów.

-Jesteś!

-Oj jestem..

Zmęczony podszedł i padł na łóżko.

-Co dzisiaj porobimy?

-Jestem  rozwalony. Pracowałem cały dzień. Ładnie tu człowieka wykończą.

Przetarł sobie twarz.

-Będziemy tutaj kopać złoto?

-Złoto? Ahh..

Przypomniał sobie o leżących tutaj dawnych kopalniach.

-Niestety nie.

-Szkoda.. może wtedy byłoby lepiej.

-A kto ci to powiedział?

-Panowie o nich mówili!

Ten zrozumiał i wziął go obok siebie.

-Powiem ci jedno chłopcze.

Wskazał na jego serce

-Ufaj temu kogo tutaj nosisz.

-W brzuchu?

Ten się zaśmiał.

-Nie..., w sercu.

-Oo! Teraz to brzmi mądrze.

-Mały zgrywus z ciebie.

Poczochrał go za włosy i się roześmiał.

-----

Mijał rok od zamieszkania w oazie. Akihiro poczuł się jak w prawdziwym domu. Większość tego czasu spędzał na podpatrywaniu jak naprawiali żaglowce i ruszali przed siebie. Wpatrzony w nie marzył by jak wcześniej dalej ruszyć w drogę.

Baku jak zwykle wrócił póżnym wieczorem do swojej izby. Ponownei z Kai-Lee. Zasiedli wygodnie przy stoliku. Sam Akihiro podsłuchiwał ich rozmowy.

-Kai, jak ostatnio prosiłem. Chciałbym opuścić osadę.

-Opuścić?

Parsknęła i wodziła.

-Chyba sobie tego nie wyobrażasz? Szczególnie iż poznałam twój sekret.

-Sekret? My nie mamy sekretu.

-Na pewno? Nie jestem na tyle głupia by nie rozpoznać avatara.

Chłopak przez chwilę był zmieszany. Sam Baku poczuł się niezbyt zaskoczony.

-I dlatego zmieniłaś zdanie.

-A ty zgodziłeś się.

Uśmiechnęła się złośliwie.

-Raczej teraz nie masz wyjścia. Będziecie siedzieć tutaj przez te lata dopóki nie pozwolimy wam opuścić tego miejsca.

-To rozkaz od ciebie?

Ta stanowczo stuknęła w blat.

-Od mojego wspaniałego Wushuna również. Miej się na baczności.

Przymrużyła oczy.

-Nas się nie opuszcza.

Opuściła miejsce dając mu jasno do zrozumienia co może się stać. Sam baku rozczarował się samą swoją decyzją.

----

Znalazł smutnego chłopaka siedzącego na schodach.

-Słyszałeś to?

-Mhm..

Ten podszedł i siadł obok niego.

-Nie miała nic złego na myśli.

-Krzyczała na ciebie.

-Czasem sie kłócimy.

-Ale wciąż ma cię w sercu?

-My mamy siebie.

Przytulił go by nieco go pocieszyć.

- A kim jest ten avatar? I ja nim jestem?

-Cii.. to nasza mała tajemnica.

-Okej! Nikomu nie powiem.

-A teraz wracajmy.

Oboje wstali i nagle jemu wypadła mała buteleczka. Chłopak uniósł ją i otworzył. Wąchnął i mu zaśmierdziało.

-Łee! Co to!

-A to moje małe lekarstwo.

Wziął je od niego i udali się na górę.


Zielone tereny, gdzieś na obrzeżach Kraju Metalu

Powoli kończył swoją opowieść. Otworzył oczy  i się rozlużnił.

-Potem kiedy dorosłem pomagałem jeszcze im, chcąc dostać pozwolenie na odejście. Jednak na nic. W końcu przywykliśmy. Jednak ta grożba..

-Wystraszyłeś się?

Podszedł do niego.

-Właściwie żyleś w ciągłym strachu.

-Myślałem, że nikt się nie dowie. To była moja obietnica jaką mu złożyłem.

-Jednak chciał dla ciebie jaknajlepiej.

Podparł go nieco na duchu.

-Wspomniałeś o marzeniu podróży. Avatarzy byli wciągłym ruchu. Zapewniali światu..

-... równowagę.

Odrzekł sploglądając jak wiatr smuga polami zarośniętymi trawą i błękit nieba.


Podziemia

Kai-Lee ledwo co się podniosła po druzgodzącej walce. Jej największym skarbem było coś co chowała bacznie przed pozostałymi. Sama zaczęła się rozglądać za Wushunem.

-I gdzie oni są.

Uniosła kryształ dzierżący w dłoni. Lśnił zapewniając żódło światła.

Podeszła w końcu do szczątków domu niegdyś jej i Wushuna.

-Jesteście?

Rozejrzała się po bokach.

-Tutaj..

Dobiegł cichy głos z ściany. Uniosła krystał i rozświetliła. Zot i Ran cięzko ranni leżeli obok ciała leżącego Wushuna.

-Kochany!

Rzuciła się prosto w jego objęcia i rozpłakała się. Wyglądał to nadzwyczaj naturalnie.

-Zostań przy mnie..

-Tkać...

-Tkać?

-Piasek.. ziemia... nie chcą się poruszyć.

-O czym ty mówisz!?

Zwrócila się do braci.

-Avatar musiał odebrać mu moc podczas walki.

-Ledwo co Zot nas związał i przytwierdził do ściany.

Kiwnąl głową zgadzając się z bratem.

-Zostawilibyście nas samych?

Wyciągnęła drugi krysztal i powierzyła w ręce jednego z braci.

-Macie.. żródło światła.

-Jest pani wielka.

Usilnie pochwycił za krzyształ i zebrał swoje siły i wstał. Lekko pokruszyło się skałami. Pozbierał swój łańcuch i i pomógł nieco Ranowi.

---

Zgodnie z jej poleceniem przedarli się przez wejście i zeszli a właściwie spadli na dno. Nie spodziewali się tego iż w ogóle przeżyją.

-To jest wielkie..

-Kopalnie...

-Hmm?

-Nie wiedziałeś braciszku?

Wskazał na przygniecione podpory w oddali.

-Kiedy nas miażdczył przebiliśmy się widocznie do jednego z tuneli.

-Rzeczywiście Ran.

-Trochę pogłówkowania.

Uśmiechnął się do brata i ściągnął bułak.

-To mi nie potrzebne..

Wyrzucił przed siebie podobnie jak łuk, będący całkiem rozwalony.

-Ciekawe o czym chciała z nim pogadać.

-Cokolwiek by to nie było szkoda panienki i szefa.

-Ta..

Nagle poczuli dziwne wibracje. Skały zaczęły się sypać zawalając wyjście Kai-Lee jak i Wushuna. W panice odbiegli od miejsca, nie mogąc praktycznie nic zrobić. Zakryli swoje głowy by ochronić się przed nimi.

---

Zostawieni sami sobie Kai-Lee i Wushun mieli sobie wiele do powiedzenia.

-Sam na sam.

Wystawiła rękę pozorując fakt, że skały zawaliły się nad wejście. Przyjrzała się jej przez krótki moment i uśmiechnęła się. Zanim tutaj dotrą rozmówią się.

-Kai...

-Wushun.. byłam zawsze u twojego boku.

Przytuliła się gładząc po jego klatcce piersiowej.

-Byłeś taki..

-NIE PIERDOL!

Przywalił jej odrzucają ją od siebie. Sam podniósł się.

-Wiedziałaś o nim od samego początku kiedy się zjawili w wiosce.

Kobieta otarła swój podbródek.

-Huh? Obwiniasz mnie za swoją niedolę?

Wściekły zawył i ruszył prosto na nią. Nie była tak bezbronny jak mówił. Kobieta próbowała zatrzymać go pillarami z ziemi jednak wszyskie z nich zostały potraktowane jednym ciosem i rozpadły się na małe cżastki. Ponownei zbliżył się do niej. Ta skrzyżowała ręce by się obronić. Przyjęła cios, który przygniótł ją.

-Marionetka!

Odepchnęła go kolejnym pillarem.

-Byłeś moją marionetką!

-Milcz!

-Ty zamilknij!

Uderzylo go kilkoma skałami by go złamać.

-Byłeś żałosnym przywódcą. Miałeś zero ambicji by rządzić światem. Zero! tkwiłeś w nieświadomości. Tkwiłeś w swoim przestępczym świecie. Zaprosiłeś mnie i teraz.

Oderzuciła go w dal jedną z skał i przytwierdziła do ściany. Ten tylko zawył.

-Proszę..

Przetarła swoje rany.

-Nawet teraz pokazujesz swoje oblicze.

-Ty też..

Z pogardą się przyglądał i wyrwał ręce z uwięzi i miał ją pochwycić. Ta szybkim ruchem wbiła je tym razem kryształem.

-Jesteśmy w kopalniach.. nie masz magii, w skale są kryształy.

Wysunęła rękę wydobywając kryształ.

-To koniec..

Uformowała z niego włócznię.

-Wiesz co jest najśmieszniejsze?

POnownie się wyrwał i rzucił się do biegu.

-Że tylko wrzeszczysz..

W jedenj chwili ruszyła i przebiła go włócznią. Z ust kasnął krwią i powoli upadał.

-...i obwiniasz.

Na ziemi zaczęła spływać krew z jego ciała. Kai-Lee jedyni parsknęła i wyrzuciła włócznię chowając ją w skale. Powoli zebrała swoje siły i obsuwała skały.

-Bay.. kochanie!

Zawaliła skały, które powoli zaczęły spadać miażdząc jego szczątki. W ten sposób w roki 191 AG, w czasach nauki Ahikiro upada samo serce Triady jak i grupa przestępcza przestaje istnieć.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki