FANDOM


Autor: AikkoxD
Avatar: Legenda Akihiro

Księga I: Piasek

Odcinek VII: Złamana Przyszłość

← PoprzedniooooooooooNastępny →


Ostatnio w Legendzie Akihiro! Wielka bitwa. Szwadron magów piasku z królewskiego miasta pod przywództwem Jen-Wo starł się z wcale niemałymi siłami Triady. Dzięki Akihiro bezpiecznie doszli do budynków. Niestety akcja ratunkowa spaliła na panewce i Kai-Lee dzięki swojej zabójczej magii odebrała życie Baku. Akihiro widząc to dostał napadu szaleństwa i wszedł w stan avatara. Czym skończy się ta tragedia?

Omashu

Nieświadom całej sytuacji, Rohan zatrzymał się na chwilę w jednym z przydrożnych barów w słynnym mieście Omashu. Wyglądało na nieco bardziej rozbudowane. Sieć danych tuneli została zachowana. Ponadto miasto przez kilka lat rozkwitło i ich wysokość nie może się mierzyć z tą sprzed kilku lat.

-Niesamowicie!

Stał na krawędzi.

-Chłopcze, nie możesz stać tak blisko.

-Wyluzuj. Mag powietrza, nie widać.

-To nie zapewnia ci prawa..

Jednak nie bacząc na grożby miejskiego strażnika, Rohan w najlepsze wskoczył na barierkę. Zza pleców wziął swoją lotnię i wzbił się w przestworza. Jego oczom ukazał się wspaniały widok miasta.

-Haha! Niesamowicie!

Minął stadninę, gdzie Poro kosztował snopy siana.


Bakhu

Akihiro wbił się w powietrze, a wokół niego zaczęły zaciskać się zwoje czterech żywiołów.

-Odebraliście mi to co najlepsze.

Wskazał na Wushuna.

-Tss.. Choć! WAL...

Ten podleciał i z całej siły trafił go w jego brzuch. Mięśniak natychmiast to poczuł i padł na ziemie.

-Czeka cię kara o jakiej nie śmiłeś!

Uniósł go snopem powietrza i owinął kulę wokół jego szyi.

-Akihiro! Uspokój się.

-Mówiłeś, że to rutynowa akcja!

Cisnął w niego odłamkami, które zdołał uniknąć.

-Wyładuj swój gniew.. taak..

Wyciągnęła na zewnątrz swój naszyjnik.

-Zabiłaś go!

Przymrużył oczy i zacisnął zęby. Pędem ruszył w stronę budynku wbijając się w niego.

----

Wbił w garaż i przyglądał się jej. W oczach miała dziwną pustkę.

-Na co się paczysz skarbie?

Wyciągnęłą się do przodu i ruszyła przed siebie.

-Twój kochany tatuś zginął?

-Powiedz kiedy to planowlaiście.

-Od dawna! Od dawna wiedziałam i od dawna chciałam cię zabić.

-Jesteś popaprana, on był waszym przyjacielem, partnerem.

-Był! NIGDY NIE BYŁ!

-WYSTARCZY!

Wyciągnął skałę i przycisnął nimi Kai-Lee. Ta obroniła się kryształową formacją. Sama musiałą cisnąć w niego odłamkami. Ten jednak zatrzymał nadlatujące pociski.

-Ty tkasz kryształ?

-Jam jest avatar!

Cisnął w nią falą wody, po czym dmuchnął powietrzem zamrażając jej zbroje i skruszył.

-Nie ma mowy!

Rzuciła się na niego i przyłożyła naszyjnik. Ten nagle poczuł się osłabiony. Poczuł zagrożenie i ogdrzucił od siebie kobietę. Wściekły ciężko dyszał i szykował się do kolejnego ataku. Nagle Aoki podbiegł i przytuliła się do niego.

-Proszę opanuj się.

-Zejdż mi z drogi.

-Aki..

Odepchnął ją na bok.

-Nie ocaliliście go!

-Próbowaliśmy.

-Próbowaliście!? NIC NIE WYSZŁO!

Wybił sie w górę, jeszcze bardziej wkurzony.

----

Oszalały lewitował nad powiechnią oazy. Frustracja coraz bardziej dodawała mu sił.

-Zapłacicie....

Uniósł ręce a nad całą Oazą rysował się okrąg.

-Nie wygląda to dobrze.

-Magowie Piasku! Wycofać się natychmiast!

Odmachał Jen-Wo i sam pochwycił za Aoki.

-Szybko..

-Nie mogę...

Dziewczyna zbliżała się chwiejnym krokiem w jego stronę. Chciałą mu pomóc, jednak była całkowicie bezsilna.

-On jest w amoku! Musimy.

-Ma rację, musimy go opanować.

-Nie opanujemy go.

-Uciekajcie.. hahaha..

Aoki miała w nią cisnąć ogniem, jednak Mellar ją powstrzymał. Chwycił za dłoń gasząc rozpalony w jej dłoni ogień.

-Aoki! Szybko..

-Nie daruję ci nigdy tego.

----

Magowie wycofywali się natychmiast. Wyrwana ziemia unosiła się powoli w górę. Sam Wushun przyglądał się avatarowi, który otoczony dziwną poświatą unosił ziemię.

-Dalej!

Cisnął w niego piaskiem, jedynie lekko uchylajac jego ramię. Powoli się obrócił i uniósł jego samego.

-WUSHUN!

-CO TO ZA CHOLERNA MOC!

Zawiał wiatrem prosto w jego twarz, uciszając go.

-Ciebie najbardziej nienawidzę.

Z oczu ciskały mu się łzy.

-Chciałeś mnie zabić... chciałeś mnie ZABIĆ!

-I CO!

Zaśmiał mu się.

-NALEŻAŁO CI SIĘ!

Pod nimi wytrwał skałę i sciskajac go w uwięzi podszedł do niego.

-To twoja kara...

Zbliżył do niego dłoń po czym nagle z oczu wystrzelił biały promień. Sam Wushun poczuł dotknięcie. Niczym poprzedni avatarzy mieli zdolność odebrania magii tak teraz Akihiro odebrał zdolność tkania żywiołów samemu Wushunowi.

-ZGIŃ!

Po tym jak odebrał magię zrzucił go prosto w dół i kontynuuował. Lita skała przykryta tonami piasku widniała przed oczyma magów. Jen-Wo użył swojej magi i uformował niewielką chmurę piasku. Na nią weszła Aoki i Mellar. Przerażeni nie mogli wydobyć słowa. Nie dowierzali co się właśnie dzieje i jak sama Oaza została wyrwana.

Moc Akihiro była niewiarygodna. Cały ląd drżał. Przeszyta energia była wyczuwalna przez ludzi nawet w sąsiednich miastach. Ludzie trady byli specjalnie przez niego zamknięci. ściana piasku odgradzała im drogę ucieczki, a same maszyny zataczały się wybuchając powodując więcej ofiar. Część z nich podbiegła do samego Wushuna. Był nieprzytomny i dwoje z nich zaciągneli go do jednego z budynków.

Zot i Ran, którzy również otrząsnęli się z szoku zaraz wpadli w drugi. Widząc jaak wysoko są na horyzoncie natychmiast schowali się w nietkniętym budynku.

Kai-Lee dumnie stała i spoglądała na to co się działo. W jej oczach rysowała się nieoczekiwana radość i duma. W dłoniach wciąż dzierżyła naszyjnik. On sam wydawał się błyskać tą samą poświatą która otaczała avatara. Wgapiła się w niego jak w największy skarb. Sama schowała się w kryształowym więzieniu.


Przestrzeń powietrza

Rohan znalazł sie już na swoim bizonie. Z wykałaczką w zębach rozmyślał nad ów spotkaniem.

-Avatar?

Wystrzelił wykałaczką prosto w dal.

-Nie mogę się ciebie doczekać.

Padł na przód swojego zwierzaka.

-Ty już go spotkałeś co nie?

Pogłaskał go po poliku. Ten tylko zawył.

-Heh.. może sam stanę się częścią le..

Zaniemówił widząc w oddali niesamowitą latającą wyspę. W oddali dziwny kształt.

-Czyżby to..

Zdumiał i poczuł radość.

-Avatar!

Wyskoczył, wybijając rękę w górę.

-Spotkam go!

Nagle jednak bizon gwałtownei zahamował.


Pustynia, Bakhu

Akihiro skończył unosić osadę. Wyrwana na kilkadziesiąt metrów osada dyndała w powietrzu.

-Triado!

Wypowiadział doniosłym głosem.

-NASTĘPUJE TWÓJ KONIEC!

Nagle jedym ruchem cała oaza zaczęła się obsuwać na lewy bok. Wszystko zaczynało upadać na dół. Kai-Lee wciąż bezpiecznie siedziała w skorupie. Wushun wraz z Ranem i Zotem przytargnęli się do ściany łańcuchami. Słyszeli w oddali krzyki swoich ludzi spadających jak muchy. Podobnie jak nieszczęsnych magów piasku, którzy nie zdołali zbiec z miejsca zdarzenia.

W jednej chwili została obrócona i z całej siły wciśnięta w ziemię. Oaza jak w jednej chwili istniała tak teraz została dosłownie pogrzebana żywcem. Rozlekł się huk oraz powstała zasłona piaskowa.

-Magowie! Nie dajmy się..

Jen-Wo wyskoczył blokując falę uderzeniową. Magowie, którzy uniknęli śmierci zaczęli pomagać.

-Nie mogę..

Wyskoczył i ciskałą ogniem.

-Dzięki za pomoc.

Wspólnymi siłami przetrzymali uderzenie. Piasek okrył całe pole bitwy. Sam Akihiro jeszcze przez dłuższą chwilę unosił się nad ziemię. Jego oczy zamknęły się i poświata zniknęła. Sam zaczął spadać w dół.

----

Jego ciało widniało nad taflą czarnej wody. Powoli zaczął unosić powieki. Ledwo co ruszył swoimi ustami.

-Gdzie jestem?

Zsąpił na taflę widząc formujące się okręgi.

-Nie żyję?

Rozglądał się wokół widząc całkowitą pustkę.

-Halo?

Powolnym krokiem zaczął isć. Nie miał jednak siły i padł.

-Co się dzieje!?

-Słyszysz mnie?

Nagle jego żrenice się zwęziły i poczuł się dziwnie.

-Ty.. musisz być...

Przed nim z talfi wody zaczęła formować się sylwetka. Ubranie maga wody, krótkie włosy, pokażna postura. To nie był nikt inny jak....

-Korra, to chciałeś powiedzieć.

Przełknął ślinę nie mogąc uwierzyć w to spotkanie.

-Powiedz mi, gdzie jesteśmy?

-To miejsce jest twoją świadomością, a ja jestem częścią twojego dziedzictwa.

-Powiedz mi lepiej! Dlaczego! Dlatego w tej chwili się pojawiasz!?

-By cię ostrzec.

Podeszła do niego i pochwyciła go za głowę.

-Twoje emocje.. są zbyt silne. Nawet teraz ją czuję. Gniew, strach, zawiść, nienawiść, chęć zemsty. Straciłeś nad sobą panowanie.

-Jak nie mogłem stracić! Jak! Straciłem Baku.. straciłem wszystko.

-Nie straciłeś?

-Jak możesz..

-Wysłuchaj...

Przymknęła oczy i ukazała mu wizje wspólnych chwil z Aoki.

-Ten człowiek sprawił iż jesteś jaki jesteś. Ta dziewczyna pragnie cię ochronić za wszelką cenę. W tej chwili jednak ty sprawiłeś jej wielki kłopot. Mogła zginąć.

-Ja.. ja...

Z oczu spływały mu łzy kapiąc prosto w tafle formujac okręgi.

-Sama byłam wściekła na mojego wujka Unalaqa, uwięził mego ojca oraz rodzinę. Pragnęłam zemsty. Jednakże naszą powinnością jest chronić każde życie. Chronić każdego nie ważne jaki on jest. To ideea..

-Magów powietrza.

-Dokładnie. Nie pozwól nigdy by twoje emocje wyrwały się spod kontroli. Nie pozwól by też były przez ciebie duszone. Wciąż w głębi serca nie wierzysz w fakt iż jesteś avatarem. Musisz przebić się przez ten mur.

-To co mam zrobić!? CO!

Uniósł bezradnie głowę żadając odpowiedzi. Korra jedynie się uśmiechnęła.

-Znajdż równowagę i przyjmij konsekwencje jak i fakt iż jesteś.

Jej oczy się zaświeciły.

-Avaterem.

Woda zaczęła zaleć wokół niego tworząc spiralę, sama Korra rozmazała się. Jego cialo otoczyła czarna woda. Próbowal z niej uciec, jednak pochłaniała jego ciało aż w końcu.


Przestrzeń powietrza

Nagle chlusnęła woda prosto w trwarz chłopaka. Ten uniósł się i zaczął kasłać.

-Zimna..

-Obudziłeś się?

Usłyszał głos i się rozejrzał. Na chwilę zamarł.

-Spokojnie, Poro oraz ja ci pomogliśmy.

Ten kiwnął tylko znacząco głową, bacznie przyglądajac się tajemniczej osoby.

-Dziękuję.

Wodził wzrokiem, widząc rozległe przestworza. Zbliżył się do granic kosza i zaparło mu wdech. Słońce oświetliło jego twarz, wiatr smugał jego włosy a w powietrzu unosił się zapach wolności.

-Cudowna chwila..

-Huh?

Obrócił się na chwilę.

-Nie widziałeś nigdy zielonych krain?

-Nigdy. Moment!? Zielonych krain.

-Teraz trzymaj się. Lądujemy!

Pochwycił za cugle i nagle zanurkowali. Pośpiesznie pochwycił się i sunęli w dół.


Pustynia

W mgnieniu oka pozostali ocaleni ruszyli na samą skałę. Wszyscy bacznie rozglądali się by odnaleść ocalałych. Część sił założyła niewielki obóz i zdążyła już poinformować persony o całym zajści. W samym królestwie zaczęło roić się od kolejnych problemów.

Ocaleni wyrywali skały próbując wydobyć jedynie ciała współbraci. Nie zdołali dojść do największych głębin.

-Straszne..

Mellar zakryty płaszczem i opatrzony rozglądał się wkoło.

-Cóż za niszczycielska moc..

-To musi być siła avatara.

-Musi? To jest! Nie widziałaś?

-Widziałam.

Przymknęła oczy i zacisneła pięść.

-Gdybym go ocaliła, może wtedy.. może wtedy.

-Dziewczyno..

Podszedł i utulił ją.

-To ja zawaliłem.. ja wpadłem w ich pułapkę i mnie musieliście ratować.

-Przyjemna scenka.

Podjechał własnie swoim jeepem.

-Jednakże mam dla was bardzo złe wieści.

Podszedł do nich.

-Będziemy musieli ruszyć w dalszą podróż.

-Powiedz.. ilu..

-Nie mówmy o tym.

Sam przymknął oczy, próbując zachować twardą podstawę.

-Dzisiejszy dzień jest naszym czarnym jak i świętym dniem. Mimo pokonania Triady, to co on zrobił jest niewybaczalne.

Wymownie otworzył oczy spoglądając na nich.

-Będziecie musieli pojechać ze mną. Natychmiast.

-Musimy pomóć chociaż tutaj!

-Musimy go odnaleść..

-Cisza!

Machnął ręką obsuwajac piaski.

-Straciłem wielu ludzi i ktoś.. musi za to odpowiedzieć. A wy..

Wskazał na nich.

-Do wozu, marsz.

Nie chcąc się sprzeciwiać i czując siarczyste spojrzenia innych magów musieli posłusznie wejść do pojazdu.

----

Wsiedli i z przerażeniem przez całą drogą przyglądali się kapitanowi.

-To nie droga do Halmy.

-Nie jedziemy do Halmy.

Skwitował chłodno.

-Zostaniemy ukarani?

Mellar błagalnei spojrzał się na Aoki.

-Niestety.

Kapitan przysłonił głowę do przodu.

-Nie mówisz nam prawdy, kim naprawdę jesteś?

-Jestem wprawdzie komendantem. Całych sił naszego nowego królestwa. Jesteśmy zaledwie młodym, nowo powstałym. Niewielu magów ostało się u nas. I teraz, przez nieznajomą trójkę straciliśmy naszą potęgę.

Spuścił głowę.

-Na dodatek, przez tego który nas chronił.

-Przyjmę...

Odpowiedziała z pewną stanowczością.

-Każdą karę za to co wykonał..

-Nie..

-Hmm?

-Nie możesz brać na siebie wszyskich jego grzechów. A ty nie możesz jej osądzić!

-Nie mogę, jednak to zrobi nasz pan. Poza tym, polubiłem was. I chcę wam też pomóc.

-Zmuszając nas do tej podróży!?

-Stając w obronie. Przed obliczem naszego władcy.


Podziemia

Panowała całkowita ciemność. Nic poza czarną przestrzenią. W miejscu gdzie zaledwie stał niewielki garaż ostały się jedynie nieliczne fundamenty. Wciąż przytwierdzona w krysztale Kai-Lee złamała wiążącą i chroniącą ją skorupę.

Padła na dół i uderzyła o skały. Lekko zakasłała. Nie przeczuwała, że taka wielka jest siła avatara.

-Plotki były prawdą.

Obróciła się na plecy.

-Jesteście cholernie silni.

Uśmiechnęła się patrząc na bok na wisior.

-I dzięki twojemu istnieniu spełnie swoję marzenie.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki